niedziela, 21 kwietnia 2013

La Catrina - Pierwsza Dama Meksyku

Meksyk szkieletami stoi i niektórym owe szkielety mogą się trochę pomieszać. Dzisiaj umówiłam się z La Catriną - kościstą panią, której - jak jest się w Meksyku - nie da się nie spotkać. La Catrina to żadna bliska krewna Santa Muerte, chociaż wydawać by się mogło po wyglądzie, że są spokrewnione. Podstawowa różnica polega na tym, że Santa Muerte jest na poważnie, a La Catrina jest dla jaj. Santa Muerte jest świętą, ma władzę i rząd dusz, budzi podziw i grozę. La Catrina jest zaś wesołą satyrą na śmierć, tancereczką dance macabre w nowoczesnym wydaniu, memento mori w ostrym makijażu. Obie zaś, choć w różny sposób, pokazują, że śmierć jest jedyną pewną rzeczą na tym świecie.


I choć niektórzy w Catrinie chcą widzieć odpowiednik azteckiej bogini śmierci – Mictecacihuatl, to wygląd naszej bohaterce dał naczelny meksykański malowniczy szkieletów, czyli Jose Guadalupe Posada. To właśnie od jego calever (czaszek) wywodzą się wszystkie meksykańskie kościotrupy. Jose Guadalupe Posada żył w okresie porfiriatu (przełom XIX i XX wieku), który cechował się wielkimi nierównościami społecznymi. To właśnie odpowiedzią na rządy Porfirio Diaza była rewolucja meksykańska 1910. Rysownik chciał swoimi kościotrupkami ubranymi po dworsku pokazać, że śmierć dla wszystkich będzie taka sama i że wszystkie nierówności społeczne w jej obliczu nie istnieją.

Nasza dama jest właśnie taką meksykańską arystokratką. Piszę "nasza dama", bo koścista pani Posady nie mianowała się jeszcze Catriną. Rysownik nazwał ją Garbancera, co w tamtych czasach było określeniem kobiety o indiańskim pochodzeniu, która kochała się w nowinkach z Europy, zapominała o swoich korzeniach i ślepo prowadziła żywot na modłę europejską. Dlatego La Catrina ma zawsze białą jak pergamin skórę - żeby zatuszować swoją ciemniejszą, indiańską karnację. Garbancera Posady ubrana jest jedynie we francuski kapelusz ze strusimi piórami:


Kieckę oraz imię przyprawił naszej bohaterce dopiero Diego Rivera (najbardziej znany meksykański muralista, mąż Fridy Kahlo). W 1948 roku namalował ją pośrodku swojego 15-metrowego muralu "Sen niedzielnego popołudnia w parku Alameda Central", gdzie trzyma ona za rękę małego niewinnego jeszcze Diega. Imię Catrina to żeńska wersja ówczesnego terminu "catrin", który znaczyło coś w gruncie rzeczy pochodnego do Garbancery Posady - osobę, która modnie się ubiera, bawidamka i hulakę.

fragment muralu

Od czasu tego muralu La Catrina  zadomowiła się na dobre w kulturze Meksyku i stała się jednym z symboli tego kraju. Eksploatuje się ją na potęgę w każdym rozmiarze i wymiarze. Tatuaże, figurki, uliczni mimowie, makijaże na Święto Zmarłych, Catrina w ciuchach Fridy Cahlo, graffitti, a nawet wersja porno (to akurat nie dziwi, wszystko na tym świecie ma swoją wersję porno). Gdzie się nie rozejrzysz - La Catrina jest niekwestionowaną Pierwszą Damą Meksyku:

Catrinka chce mi odbić gacha.

Pocztówki z San Cristobal na Dia de Los Muertos wyrysowane przez naszą Anię (FB: Kaniuta  Hecho a mano):

fridowata

I sama Ania na Dia de los Muertos we własnoręcznym makijażu:


Dziary zrobione przez mojego tatuażystę. Czaszka na czaszce stoi w jego galerii na FB (FB: Rana Roja Tattoo).



tutaj też ciekawa kontaminacja: Catrinka a la Matka Boska z Guadalupe


2 komentarze:

  1. Bardzo ciekawe informacje. Właśnie wróciłam z wycieczki po Meksyku (ze śliczną La Catriną oczywiście) i z przyjemnością zgłębiłam temat :-)
    Twój blog jest super, może wydasz kiedyś książkę? Żałuję, że nie odkryłam go przed wyjazdem! Dziękuję i pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  2. szukając info o la katrinie napotkalam na ten blog :) kopalnia wiadomości- więcej niż na wiki. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń