poniedziałek, 27 lutego 2017

Chrystus w byka zaklęty. Karnawał w Tenejapie

Słowo guera oznacza tu osobę o jasnej karnacji. Nie ma to wydźwięku negatywnego, ale mimo to bolało mnie, gdy Meksykanie mnie tak nazywali. Myślałam - jak to, sami chcą tolerancji, a zwracają uwagę na mój kolor skóry. Potem się po prostu przyzwyczaiłam. I zrozumiałam. Zawsze będę tu guerą. Zawsze będę się różnić. Ale przecież taki jest świat. Różnimy się między sobą. Mamy inne kolory skóry, inny kolor włosów, różne płcie, różne sposoby ubierania i style życia. Nie ma co udawać, że tak nie jest. Te różnice są właśnie najpiękniejsze. Dzięki nim ludzkość jest takim cudem.

Stając się guerą stałam się też trochę innym człowiekiem. Mój kolor włosów sprawia, że jestem widoczna. Będę pierwszym obiektem żartów karnawałowych dowcipnisiów. Wyrwą mnie do tańca, zaczną mnie podgryzać wypchanymi zwierzętami, wleją we mnie hektolitry alkoholu. Bycie guerą to również trochę bycie klaunem. Bardzo polubiłam tę moją nową tożsamość. Bycie guerą nauczyło mnie dystansu do siebie. Bycie guerą sprawiło, że polubiłam sama siebie jeszcze bardziej. Że polubiłam każdą najmniejszą cechę, która czyni mnie mną.

Fot. Marco Girón