czwartek, 20 października 2016

Avándaro'71. Meksykański Woodstock

Nazywa się go meksykańskim Woodstockiem. To wydarzenie-legenda. Na Festivalu Rock y Ruedas de Avándaro, zwanym w skrócie festiwalem Avándaro, spodziewano się maksimum 25 tysięcy osób. Przybyło na niego ponad 300 tysięcy. Wiele osób nie dotarło przez ogromne korki.

Festiwal, który miał być jedynie wieczorkiem integracyjnym dla wyścigów samochodowych, rozrósł się do takich rozmiarów, że w końcu żadne zawody sportowe się nie odbyły. Kim była legendarna "Encuerada de Avándaro", dziewczyna, która tańczyła nago na dachu samochodu, a potem układano o niej piosenki? Który artysta pogardził niskim wynagrodzeniem i nie przyjechał, a potem żałował do końca życia? Kto dzięki Avándaro zbudował swoją karierę? Jak meksykańskie gazety wyzwały festiwal od "sabatu czarownic" i jakie obostrzenia wprowadził potem meksykański rząd? Przeczytajcie o hipisowskim festiwalu, który odbył się nad brzegiem jeziora Avándaro w stanie Meksyk w dniach 11-12 września 1971 roku. Festiwalu, który stał się legendą.

Fot. Graciela Iturbide

Nazywano ich jipitecas. Meksykańskich hipisów przełomu lat 60. i 70. Jipitecas, czasem zapisywane jako xipitecas było połączeniem słowa "hippie", ale pisanego tak, jak zapisano by go w języku nahuatl. Sufiks "-teca" dodawał terminowi jeszcze więcej indiańskiego charakteru. - Dla Amerykanów Meksyk stał się takim Nepalem Ameryki Północnej. Był tym, czym dekadę wcześniej dla bitników było Maroko - opowiada José Luis, który należał do tej subkultury na początku lat 70 - Wszyscy oni interesowali się naszymi ludami tubylczymi. Dało nam to do myślenia, obudziło chęć do wyrwania się ze stolicy i spędzenia czasu z ludźmi na wsiach. To był taki nasz hipisowski „powrót do natury”. Nosiliśmy indiańskie koraliki, rozkochaliśmy się w psychodelicznej sztuce Indian Huiczol, a w pejotlu i grzybach halucynogennych, które przez niektóre grupy etniczne były uważane za święte, poszukiwaliśmy panaceum na problemy dzisiejszego świata.

Poszukiwać alternatywy do modelu życia "edukacja, kariera, rodzina, Bóg, ojczyzna" zaczęła młoda, nowa fala meksykańskich artystów w różnych dziedzinach sztuki. La Onda, bo tak nazwano ten nowy ruch społeczny, miała swoje czasopismo "Piedra Rodante" ("Rolling Stone"). Miała swojego filmowego guru - Alejandra Jodorowskiego, który właśnie, w 1970 roku, nakręcił kultowego "El Topo". Miała swoich rock'n'rollowców, którzy swoje Peace&Love przekazywali wtedy głównie w angielskich tekstach piosenek. Miała też swoje, jakże tragiczne przeżycia pokoleniowe - brutalne tłumienie studenckich protestów przez wojsko i policję. Kilkaset osób zginęło podczas masakry na placu Tlatelolco w Mieście Meksyk 2 października 1968 roku, a ponad sto kolejnych podczas demonstracji 10 czerwca 1971 roku w dzień Bożego Ciała, zwanej także Halconazo (od elitarnej jednostki meksykańskiego wojska, które wzięły udział w tłumieniu protestu, a nazywały się właśnie Halcones, "Sokołami").

Fot. Pedro Meyer

Festiwal w Avándaro miał być na początku jedynie wieczorkiem integracyjnym dla uczestników i widzów rajdu samochodowego. Zawody były planowane jako reaktywacja imprezy, która odbywała się do 1969 roku i została przerwana przez śmierć jednego z kierowców - Moisésa Solany. Wydarzeniu sportowemu miały towarzyszyć tym razem koncerty, które nazwano Noche Mexicana ("Noc Meksykańska"). Miały odbyć się one w sobotę, przed niedzielnym rajdem samochodowym. Całe wydarzenie nazwano el Festival Rock y Ruedas de Avándaro, "Festiwalem Rocka i Kół". 

Organizację koncertu powierzono Luisowi de Llano, który w tym czasie prowadził sekcję "La onda de Woodstock" w programie "Domingo a Domingo" ("Od niedzieli do niedzieli"). Na początku chciano, by na festiwalu wystąpiły dwie największe gwiazdy meksykańskiego rocka - zespół La Revolución de Emiliano Zapata i wokalista Javier Bátiz. Plan jednak nie wypalił - zespół miał już ustawiony wówczas inny koncert, a Bátiz pogardził niskim wynagrodzeniem, jakie byli w stanie zaoferować mu organizatorzy. Zdecydowano więc, że zamiast dwóch dużych gwiazd wystąpi 12 mniej znanych zespołów. Ich poszukiwaniem zajął się Armando Molina, który - jak się okazało - wyłowił w ten sposób trochę młodych talentów. A może po prostu każdy zespół, który pojawił się w Avándaro, przechodził do historii...

Fot. Graciela Iturbide

Zainteresowanie festiwalem szybko przerosło oczekiwania organizatorów. Spodziewano się co najwyżej 25 tysięcy widzów, podczas gdy przed wydarzeniem sprzedano już 40 tysięcy biletów. Festiwal miał zacząć się w sobotę o 12:00 wspólną sesją jogi, ale wielu uczestników pojawiło się na miejscu już kilka dni wcześniej. To dla nich zaczęto organizować koncerty już od czwartku, a próby zespołów stały się regularnymi, pełnowartościowymi koncertami. Przybywało więcej i więcej ludzi, drogi dojazdowe zakorkowały się, ludzie wychodzili z samochodów i kontynuowali próbę dotarcia na piechotę. Zaczął padać także rzęsisty deszcz. Nie przeszkadzało to jednak ponad trzystu tysiącom bawiących się ludzi. Już w sobotę rano zdecydowano o odwołaniu niedzielnego rajdu samochodowego.

O popularności festiwalu Avándaro usłyszał także Javier Bátiz, artysta, który miał być gwiazdą festiwalu, ale nie odpowiadało mu zbyt niskie wynagrodzenie, jakie zaoferowali mu organizatorzy. Bátiz był wówczas wielką gwiazdą i idolem młodzieży, żądał 50 tysięcy pesos za koncert. Organizatorzy Avándaro mieli do dyspozycji na cały festiwal jedynie 40 tysięcy. Bátiz dopiero w dzień festiwalu zorientował się, jaki błąd popełnił. - Kiedy Javier Bátiz zdaje sobie sprawę z mocy, jaką osiąga wydarzenie, mówi: "Nie no, teraz, to chcę przyjechać, Armandito, chcę przyjechać na festiwal", "Javier, przecież byłeś pierwszą osobą, którą zaprosiłem, i nie chciałeś", mówię, "Ale mi nie powiedziałeś! Powiedziałeś, że to jakaś Noche Mexicana!" - opowiada Armando Molina, jeden z organizatorów, w programie "La historia detrás del mito: Avándaro".

Bátiz nie daje jednak za wygraną, pakuje w limuzynę instrumenty, swój zespół, swoją siostrę oraz swoją dziewczynę - aktorkę Macarię, która jest wówczas w ciąży. - Nie mogliśmy dojechać. Był ogromny korek. Byliśmy kilometry od celu. Tej nocy padało, to był bardzo silny deszcz. Dużo ludzi szło pieszo, byleby tylko dotrzeć do Avándaro. Ale Macaria zaczęła się źle czuć, wymiotowała... - opowiada Baby Bátiz, siostra Javiera. Nigdy nie dotarli do celu, a kariera Bátiza po Avándaro - jak mówi legenda - zdawała się nie układać już tak spektakularnie.

Paradoksalnie jego miejsce zajęli muzycy, którzy w Avándaro wystąpili, na przykład Alejandro Lora. Lider zespołu The Three Souls in My Mind został zaproszony na festiwal raczej na dokładkę, jako "zapchajdziura", a stał się potem jedną z największych gwiazd meksykańskiego rocka (stworzył zespół El Tri). 21 września 1981 Lora podjął się organizacji koncertu upamiętniającego 10-lecie Avándaro. Posiadał wszelkie pozwolenia, ale na kilka godzin przed planowanym rozpoczęciem koncert został odwołany przez władze.


Fot. Masdemx

Zupełnie niespodziewanie gwiazdą festiwalu stała się także pewna 18-latka, która przeszła do legendy jako "Encuerada de Avándaro" ("Rozebrana z Avándaro"). Tańcząc na dachu vana zaparkowanego niedaleko sceny zaczęła spontanicznie się rozbierać. Zwróciła uwagę mediów, którzy zwrócili na nią obiektywy kamer i aparatów. Z wielu ludzi, którzy kąpali się nago w jeziorze albo tańczyli na wpół rozebrani to właśnie ona trafiła potem do gazet, głównie jako przykład rozpasania i zepsucia festiwalu. Ale również dla uczestników stała się ikoną festiwalu, symbolem wolności, tańca i dobrej zabawy. Magazyn "Piedra Rodante" szybko ją odnalazł i zrobił z nią wywiad. Znaczy tak zarzekali się redaktorzy, bo okazało się, że dziewczyna, którą opisywało czasopismo wcale nie istnieje. Po latach, w 2004 roku dziewczynę odnalazł Federico Rubli Kaiser. Nazywała się Laura Patricia Rodríguez González Alcocer i pochodziła z Guadalajary. W międzyczasie jej nagi biust zdążył już wejść do hipisowskiej ornamentyki, a zespół el Tri napisać o niej piosence pod tytułem "Encuerada de Avándaro". 


Władze Meksyku od początku były wrogo nastawione do rock'n'rolla i całej La Ondy. Ten "dekadencki" ruch miał zagrażać meksykańskiemu nacjonalistycznemu porządkowi społecznemu. Uważano, że młodzież bierze zły przykład od rozpasanych, imperialistycznych Amerykanów. Obawiano się również dużych hipisowskich spędów, które mogły być zarzewiem społecznych buntów i rewolucji. W 1969 roku zabroniono wystawiać w Acapulco musical "Hair", ocenzurowano także jedną z piosenek, która mówiła o masakrze na placu Tlatelolco. Na festiwalu Avándaro władze, ale także i sami uczestnicy spodziewali się antyrządowych deklaracji.  - Na początku ktoś ogłosił "minutę ciszy za tych, co umarli". Myślałem, że mowa o Tlatelolco albo o masakrze z 10 czerwca - mówi jeden z uczestników festiwalu - Ale potem okazało się, iż chodzi o Jima Morrisona, Janis Joplin i Jimiego Hendrixa.

Podczas kolejnego z koncertów nikt już nie miał wątpliwości, że nawiązuje się do masakry z dnia Bożego Ciała, Halconazo. - Żeby pokazać, że pamiętamy o takich wydarzeniach, jak to z 10 czerwca, zagramy piosenkę Stonesów "Street Fighting Man" - powiedział Alejandro Lora z Three Souls in My Mind podczas koncertu kończącego festiwal. Media na tapetę wzięły jednak koncert zespołu Peace and Love oraz piosenkę  "Marihuana boogie", jako przykład wszechobecności narkotyków w Avándaro.

Po zakończeniu festiwalu media zaczęły bombardować festiwal. Nagłówki nazywały go "Bachanaliami" i "sabatem czarownic". "Muzyka, narkotyki, seks" - głosił inny tytuł. "Rząd, kościół, rodzice: wszyscy jesteśmy za to odpowiedzialni" - oskarżał inny. "Mari, mari, marihuana" - inny cytował tekst piosenki zespołu Peace and Love. "Jueves de Excélsior" napisał, że festiwal to był świetny biznes dla dilerów narkotyków, a "mała wioska została zmieniona przez biznesmenów w obóz nudystów i schronienie dla narkomanów, gdzie zażywali oni marihuanę, grzyby z Oaxaki, LSD i prawdopodobnie nawet opium i alkohol". "To, co zdarza się co 8 dni w USA, zdarzyło się po raz pierwszy w Meksyku" - dodano. Przewodniczący senatu krzyknął na konferencji prasowej: "Niech nie będzie więcej Avandarowiczów w naszej republice!".

Jak powiedziano, tak zrobiono. Prezydent Luis Echeverría zaczął cenzurować wszystkie piosenki nawiązujące do festiwalu, takie jak "Avandaro" Rosario czy "Seguir al sol" Pajaro Alberto. Potem na cenzurowanym znalazły się w ogóle wszystkie piosenki rockowe. Nie można było grać ich w radiu ani w telewizji, zabraniano organizowania koncertów. Pismo "Piedra Rodante" zostało zamknięte na początku 1972 roku. Zaczęto atakować także gubernatora stanu Meksyk, Carlosa Hanka Gonzáleza. - Dostali pozwolenie na wydarzenie sportowe, ale zmieniło się ono w festiwal rockowy - odpowiedział ten na swoją obronę, ale jego przeciwnicy i tak wykorzystali to jako okazję do zniszczenia jego aspiracji prezydenckich.


Fot. "La historia detras del mito"

"To było piękne. Wszystkie meksykańskie  klasy społeczne utworzyły jedną klasę - powiedział organizator festiwalu Luis de Llano - Przetrwali trzy dni ulewnego deszczu i błota, wszystko po to, by poczuć swoją tożsamość". Przez cały festiwal nie zarejestrowano żadnego wypadku ani niebezpiecznego zajścia.



Zabroniona piosenka o festiwalu wraz z archiwalnymi nagraniami z Avándaro:



Fot. Pedro Meyer

Fot. masdemx

Fot. elmodomx

Fot. Pedro Meyer

Fot. Pedro Meyer

Fot. Pedro Meyer


Fot. Pedro Meyer


Kilka moich ulubionych meksykańskich rockowych piosenek z "epoki":


El Tribu - "Loosing you"


Los Yaki - "Diablo con vestido azul"


El Amor - "I love you more"

Bilet i plakat festiwalowy (na dole lista zespołów grających na festiwalu, kliknij, by powiększyć)


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz