czwartek, 18 sierpnia 2016

Półwysep Jukatan - 8 moich ulubionych miejsc

Lista jest bardzo subiektywna oraz emocjonalna i przedstawia miejsca, które ja osobiście darzę sympatią. Dodam jeszcze, że podczas moich kilku podróży przez półwysep Jukatan oraz kilku tygodni, przez które mieszkałam w Tulum, zwiedziłam tylko cząstkę tego, co jest do zobaczenia na tym arcyciekawym obszarze i co chciałabym zobaczyć.

1) Isla Holbox, stan: Quintana Roo - To moje ulubione na Jukatanie miejsce plażowo-wypoczynkowe. Dodam dla ścisłości, że nie jest to miejsce do imprezowania, tylko do wypoczywania, tutejsze życie nocne jest raczej mało seksowne. To spokojna, niezajechana jeszcze przez turystów wyspa. Mówi się tutaj, że wyspa Holbox jest tym, czym kilka lat temu było Tulum, kilkanaście - Playa del Carmen, kilkadziesiąt - Cancun. Wakacyjnymi kurortami rządzi bowiem specyficzna, turystyczna odmiana gentryfikacji i Isla Holbox za kilka lat będzie prawdopodobnie nowym Tulum, za kilkanaście Playą del Carmen, a za kilkadziesiąt - Cancun. Póki co jednak wciąż jest, jaka jest. Wciąż nie ma tu praktycznie samochodów, a głównym transportem są tu wózki golfowe. Wciąż nie ma tu hord turystów, większością wyspy rządzą wciąż zwierzęta.

Isla Holbox i okoliczne wysepki to bowiem królestwo naszych braci mniejszych. Nie powiem, że to jak żywe, otwarte zoo. W niektórych miejscach to raczej zwierzęta mogą się tu czuć, jakby sobie w zoo oglądały nas. Podbijaczami tutejszych serc są przede wszystkim flamingi, które ukochały sobie te okolice, a szczególnie Isla de la Pasion, Wyspę Namiętności, która leży u wybrzeży Holbox. Wyspa ta służyła kiedyś mieszkańcom do romantycznych schadzek, żartuje się, że to miejsce, gdzie przyjeżdża się w dwie osoby, a wyjeżdża w trzy ;)
Zdjęcia: TU, TU, TU, TU i TU.

2) Bacalar, stan: Quintana Roo - Jezioro Bacalar zwane jest Jeziorem Siedmiu Kolorów, bo tyle odcieni podobno ma tutejsza woda. To taka wersja Morza Karaibskiego dla tych, którzy wolą rekreacje jeziorne od morskich. Bacalar ma kolor Morza Karaibskiego, ale woda jest słodka i nie ma fal, więc można się wypływać w spokoju i za wszystkie czasy. Na brzegu nie ma zaś wszędobylskiego piasku, tylko przyjemna, pokojowo nastawiona trawa. Nie ma tu zastępów turystów ani nagabywaczy.
Miejsce to było kiedyś przystanią Piratów z Karaibów i w okolicy wciąż można oglądać pamiątki z tamtych czasów. Spragnionym wrażeń bardziej współczesnych i fanom atrakcji typu opuszczone miejsca z szemraną historią spodoba się hotel Las Velas, resort, który nigdy nie przyjął żadnego gościa. Luksusowy kurort zaczęła powoli zarastać mocarna przyroda, a w komfortowych pokojach mieszkają dzisiaj jedynie iguany, owady i ptaki. Niektóre wycieczki kajakowe zatrzymują się przy hotelu i oferują krótkie zwiedzanie. Ja zagadałam z pilnującym obiektu policjantem i pod pretekstem obrony przed wężami zabrał mnie na wycieczkę po niedoszłym wakacyjnym raju. Zdjęcia i relacja TUTAJ. Zdjęcia z Bacalar TU i TU.

3) Campeche, stan: Campeche - To według mnie jedno z najpiękniejszych miast Meksyku! No i z pewnością najbardziej kolorowe. Gdy przekroczyłam mury miasta, czułam się, jakbym weszła do innego świata, kolorowej, bajkowej krainy kolonialnych budyneczków i cichych, słonecznych, brukowanych uliczek. Ten bastion obłędnych kolorów otoczony jest imponującymi murami oraz budynkami obronnymi, które zbudowano, by dać prztyczka w nos międzynarodowym piratom nękającym miasto. W 1685 roku wymordowali oni prawie jedną trzecią ludności Campeche. Do dziś można tu znaleźć podziemne korytarze i kryjówki, w których chroniły się kobiety i dzieci podczas pirackich napadów.
Gdy spacerowałam elegancką, nadmorską promenadą, a po drodze mijali mnie rolkarze, rowerzyści, joggerzy i rosnące wzdłuż ulicy dostojne palmy, czułam się, jakbym występowała w jakimś radosnym kalifornijskim teledysku. No i te zachody słońca! W Campeche, w odróżnieniu od całego półwyspu Jukatan, słońce zachodzi po właściwej stronie. Dokładnie na środku morza.
Zdjęcia TUTAJ.

4) Cenote Palomitas, stan: Jukatan - O ile cała ta lista jest bardzo subiektywna, to ten punkt to jest totalne must-see. Być na Jukatanie i nie zobaczyć jakiegoś cenotu, to wstyd i kara boska. Na całym półwyspie znajduje się kilka tysięcy tych niezwykłych, podziemnych jezior. Niezwykłych pod wieloma względami. Geologicznie, bo te studnie krasowe idealnie pokazują, że cały Jukatan to była kiedyś rafa koralowa i w cenotach można wciąż zobaczyć odciski muszli i skamieniałe korale. To także wśród cenotów rekrutują się najdłuższe podziemne systemy jaskiń na świecie. Swoje przy powstawaniu cenotów odegrała też prawdopodobnie planetoida, która uderzyła nieopodal, w miejscowości Chicxulub - to właśnie ona zapewne przyczyniła się do rozpoczęcia wymierania dinozaurów. Cenoty niezwykłe są także pod względem zoologicznym - żyją tu endemiczne gatunki ryb i skorupiaków. Niektóre zatraciły w ciemności zdolność widzenia oraz nawet oczy! Cenoty były także świętym miejscem dla Majów - jedynym źródłem wody (na Jukatanie nie praktycznie rzek ani jezior), miejscem składania ofiar dla bogów oraz wejściem do krainy umarłych.
Niektóre cenoty są zamknięte i są to podziemne jeziora, inne są na poły lub zupełnie otwarte. Te pierwsze, zachwycające swoją głębokością, znajdziemy przede wszystkim w stanie Jukatan. Moim ulubionym jest cenote Palomitas (ZDJĘCIA), znajdujący się pół godziny samochodem od strefy archeologicznej Ek' Balam. Bez własnego środka transportu łatwiej będzie dojechać do znajdującego się zaraz przy Valladolid cenotu Xkeken. W Quintana Roo, na trasie Playa del Carmen - Tulum bardzo lubię łatwo osiągalny Cenote Jardín del Edén (ZDJĘCIA), tuż przy Dos Ojos i Cristalino (ZDJĘCIA) - otwarty cenot, idealny na dzienne rekreacje, skoki do wody z wysokości oraz swawole i hulanki w wodzie.
O mojej pierwszej przygodzie z cenotami pisałam TUTAJ.

5) Uxmal, stan: Jukatan - Na Jukatanie znajduje się prawie 150 stref archeologicznych. Wszystkich odwiedzić podczas jednego życia chyba nie sposób, ale kilka na pewno warto. Najpopularniejszą strefą jest Chichen Itza, a znajdująca się tam Piramida Kukulkana stała się niejako symbolem Jukatanu i jest przetwarzana na tysiącach koszulek, kubków, pamiątek, symboli reklamowych oraz miniaturowych wersji, które wykiełkowały tu i ówdzie w turystycznych zakamarkach półwyspu. Popularność tej strefy tłumaczy pewnie jej przekrojowość - na jej terenie znajdziemy budynki inspirujące do różnych opowieści o historii Majów - jest piramida, jest obserwatorium, jest boisko do peloty, a także dwa cenoty. Pewnie swoje odegrali też Amerykanie, do których należała kiedyś strefa, oraz amerykańskie umiejętności turystyczno-marketingowe. Oprócz pięknej strefy dzisiaj w Chichen Itza możemy oglądać także tłumy turystów i tłumy sprzedawców pamiątek. Sprzedawcy ustanowili nowe  miasto w dawnym mieście, mają swoje ulice, promenady i minicentra handlowe. Osobom, które chciałyby skupić się przede wszystkim na majańskich budynkach, a nie innych turystach i sprzedawcach pamiątek, polecam Uxmal, nieco spokojniejszą, ale jakże piękną i okazałą strefę archeologiczną. Strefa jest pełna tajemniczych korytarzy i zakamarków budynków, do których można zajrzeć i poczuć się jak Indiana Jones. Mało co jest ogrodzone taśmą (taśma otacza praktycznie wszystko w Chichen). Warto być skoro świt, o ósmej rano, równo z otwarciem, by na strefę wejść pierwszemu (rada dotyczy wszelkich stref). Zdjęcia TUTAJ.


6) Tulum, stan: Quintana Roo - Mam wrażenie, że każda z miejscowości wypoczynkowych na wybrzeżu Quintana Roo jest dla kogoś innego. Cancun to dla mnie przede wszystkim luksusowe hotele, Playa del Carmen - stolica nocnych klubów, Akumal - emerycka oaza do pływania z żółwiami, a Puerto Morelos to taki martwawy kurorcik w starym stylu (przepraszam za uogólnienia). Dla mnie zaś jest Tulum. Tulum ma bez wątpienia najpiękniejszą plażę - z malowniczymi palmami, majańskimi ruinami w tle i bez żadnych hotelowych wielopiętrowych potworków. Jedynym problemem dla mnie jest dojazd, nocleg na plaży jest drogawy (najtańsze miejsce to chyba pole namiotowe Chavez - za 150-200 pesos za osobę), więc mieszkam zazwyczaj w miasteczku, które oddalone jest od plaży o jazdę rowerem, taksówką za 70 pesos lub stopem (który przychodzi dość łatwo). Same miasteczko jest rozrastającą się turystyczną szkaradą. Brak uroku rekompensuje artystyczne życie nocne i świetna muzyka na żywo (uwielbiam Bateya, legendarne imprezy też w Curandero). Jak już jestem przy polecaniu, to jeszcze ceviche w El Camello Jr (ZDJĘCIA).


7) Pomuch, stan: Campeche - Niezwykły cmentarz.W trzy lata po pochówku, gdy zwłoki się przesuszą, kości nieboszczyka wystawia się na cmentarzu na stałe, na zewnątrz, na widoku. Dwa razy do roku są potem regularnie czyszczone (warto być w trakcie Święta Zmarłych). W Pomuch wierzy się, że zmarły, którego kości są zaniedbywane, może się rozzłościć i zacząć straszyć na ulicach miasteczka. Mówi się tu, że to zwyczaj mający ponad tysiąc lat, że to tradycja, która przetrwała kolonizację hiszpańską. Teraz, po tylu latach, coraz powszechniejsza staje się obawa, że dla młodego pokolenia zwyczaj ten może być zbyt dziwaczny, by dochowano wierności starej tradycji. "Nie mogę ich do niczego zmusić, ale jeśli tego nie zrobią, nie wiem, gdzie skończy moja dusza" - mówi starszy mieszkaniec miasteczka. Zdjęcia TUTAJ.


8) Izamal, stan: Jukatan - Żółte Miasto. Przepiękna i przefotogeniczna miejscowość, gdzie wszystkie budynki są pomalowane na żółto. Jedno z meksykańskich "pueblos magicos". Żółte budynki z białymi elementami mają dość krótką historię. W 1993 Izamal odwiedził papież Jan Paweł II, który odprawił pamiętną mszę w atrium powyżej Świątyni Niepokalanego Poczęcia w byłym klasztorze św. Antoniego z Padwy. Na pamiątkę tej wizyty miasto pomalowano w kolorach Watykanu.
W centrum Izamal znajduje się także Kinich Kakmó - jedna z największych piramid w Meksyku. Zajmuje ona sobie jak gdyby nigdy nic jedną kwadrę miasteczka, jest otoczona domami, a wejście na nią jest zupełnie darmowe i nijak niepilnowane.
Zdjęcia TUTAJ.


A jakie są Wasze ulubione miejsca na Jukatanie? Napiszcie w komentarzach!




Dziękuję bardzo Jackowi Daszyńskiemu oraz Ewie i Pawłowi Skibom z biura podróży Mexico Entero, którzy opowiedzieli mi dużo o atrakcjach Jukatanu. Przewodnik na ich stronie internetowej był dodatkowym pasażerem podczas mojej ostatniej podróży. Polecam.




Zobacz także: 8 rzeczy do zrobienia w Mieście Meksyk

3 komentarze:

  1. Oj, szkoda, że nie wiedziałam, że Campeche i Izamal są takie piękne. Trzeba będzie wrócić:) a z plażowych miasteczek polecam Mahuahal. Ślicznie, tanio i pusto

    OdpowiedzUsuń
  2. Moje ulubione miejsca na Jukatanie?
    Gdybym podała jedno czy dwa miejsca byłabym niesprawiedliwa w stosunku do innych rejonów….
    Te wszystkie turystyczne perełki są niesamowite, ale mnie najbardziej porusza klimat z rejonów, gdzie turystów jak na lekarstwo….Lokalni mieszkańcy, życzliwość....
    Mam kilka historii, które mogłyby służyć za potwierdzenie tej tezy, ale po co to opisywać? Trzeba przyjechać i poczuć to...

    OdpowiedzUsuń