czwartek, 28 maja 2015

Jak ja to robię? Czyli cyfrowy nomadyzm po polsku

Jak ty to robisz? Ale z ciebie szczęściara! Musisz mieć bogatych rodziców. Wygrałaś w totka czy sprzedałaś nerkę? - słyszę, gdy opowiadam o tym, gdzie byłam, jestem, będę. A jestem praktycznie przez 365 dni w roku w podróży. I nie, moi rodzice nie dokładają grosza do moich wyjazdów, tak się składa, że jestem juz duża. I tak, jestem szczęściarą. Jestem szczęściarą, bo przyszło mi żyć w XXI wieku. W czasach internetu. Bo to dzięki niemu mogę podróżować.

Więc jak ja to robię? Pracuję online. Jestem cyfrową nomadką. Zarządzam sobie biuro tam, gdzie akurat znajdę internet. Co robię na tym onlinie? Piszę różne rzeczy, dla serwisów internetowych, dla polskich czasopism. Z tego bloga akurat nic nie mam, no poza przyjemnością pisania tego, co i jak chcę, i poza paroma budującymi wiadomościami od Was.

Pracuję zdalnie od 2,5 roku, przez pół roku co roku z Meksyku, a także z innych miejsc: z Gwatemali, Urugwaju, Argentyny, Maroka, Turcji, Hiszpanii, Ukrainy, Rumunii, Serbii, Niemiec, Belgii, Węgier oraz z wielu miejsc w Polsce. Przez większość tego czasu pracowałam w określonych godzinach, przez 5-6 godzin dziennie, od-do, od polskiej 15:00 do polskiej 20:00, czyli od meksykańskiej 8:00 rano do meksykańskiej 13:00. Potem miałam czas na wszystko inne.

Pod barwnym przeglądem zdjęć pt. "Kolejny szary dzień w pracy" znajdziecie odpowiedzi na inne pytania, które Wam się pewnie teraz nasuną.

Tak wyglądało na początku moje "biuro".
Praga Północ, Warszawa.