piątek, 30 stycznia 2015

Czy w Meksyku jest niebezpiecznie?

"Aj, przecież tam jest niebezpiecznie", "Tak sama Pani jeździ, że też się Pani nie boi",  "Tyle się czyta, to chyba nie jest rozsądne", "Pani Mama to chyba nie śpi po nocach" - takie komentarze na temat mojego życia w Meksyku słyszę niemalże każdego dnia. Od taksówkarzy przez słuchaczy na moich wykładach i dziennikarzy TVP aż do pani Krysi sąsiadki. Pytanie o bezpieczeństwo jest też najczęstszym pytaniem, które zadajecie mi Wy, w kuluarach wiadomości na FB i mejlowych porad. Nie żebym nie lubiła za każdym razem odpowiadać na to same pytanie,  bo o dziwo wyjątkowo w tym gustuję (nauczycielskie i teatralne niespełnione zapędy chyba). Pomyślałam tylko, że napiszę o bezpieczeństwie w Meksyku dla tych, którzy wolą zapytać Googla, a nie mnie osobiście.


Bezpośrednio do napisania tego wszystkiego zainspirowała mnie Magdalena, która napisała do mnie dzisiaj rano z prośbą o skomentowanie wywiadu na temat Meksyku ekipy z "Busem przez świat". Wywiad ten udzielony dla Onetowego programu "Ustalmy Jedno"odbił się szerokim echem wśród moich związanych z Meksykiem znajomych. No dobra, "echo" to taki trochę eufemizm, lepszym słowem byłby "miażdżacy pojazd". Ja postanowiłam wszystko puścić mimo uszu, ale w końcu na stronie facebookowej tego bloga napisałam tylko jedno zdanie komentarza. Zdanie, które powtarzam tu bardzo często. "Każdy ma swój Meksyk".


Za co się obrywa ekipie "Busem przez świat"?

Za wiele różnych głupotek typu za to, że użyli sformułowania "powstało kilkadziesiąt projektów naśladowczych" (jakby nikt inny nie wpadł na pomysł podróżowania busem) i za te nieszczęsne kłady, którymi jeździli po pustyni (najlepsza rozrywka w Meksyku). Ale to są popierdółki, dwa naprawdę znaczące zarzuty dotyczą: pieniędzy i bezpieczeństwa. Nie jest żadnym nadużyciem powiedzenie, że z tym, że można tu opływać w luksusach i jeść w restauracjach za 8 dolarów dziennie, to trochę podkolorowali. 

To, co oni opowiadają, to jest ich fantazja a nie Meksyk - pisze Sebastian, przewodnik po Meksyku - Podróż za 8 USD ... quadem ... przez pustynię. 8 USD nie starczy nawet na zgrzewkę piwa w OXXO. Nie twierdzę, że w Meksyku nie da się przeżyć za 8 dolarów dziennie. Bo się da i ja też dam radę się za taką kwotę utrzymać. No dobra, kiedy śpię u znajomych, nigdzie się nie przemieszczam, nie zwiedzam, jem comidę corridę za 30 pesos albo sama gotuję, a wieczorem w knajpie nie mam ochoty na alkohol. Ale nie ma to nic wspólnego z luksusem. 

Sama byłam ciekawa.

O ile w kwestii pieniędzy nie ulega watpliwości, że ekipa z busa trochę sobie wszystko ubarwiła, to ciekawszy staje się temat bezpieczeństwa w Meksyku. Tam podobno jest bardzo niebezpiecznie? - pyta prowadzący wywiad. No jest i ludzie nas przestrzegali przed tym. Łzy w oczach mieli - odpowiadają podróżnicy - Prosili, żebyśmy nie jechali, że tam na granicy nas zabiją. 99% ludzi. Jeden gościu nawet na kolana upadł: bo wy nie wrócicie stamtąd, bo tam okradają, bo tam porywają, bo tam obcinają głowy. Na szczęście wzięli ze sobą Meksykanina, też podróżnika, który robił za tłumacza. Kilka razy uratował nam życie - mówi ekipa z busa.

Była taka sytuacja, że gdzieś tam nas zatrzymywało jakieś wojsko czy ktoś wyskoczył z jakąś wielką spluwą. Nie wiadomo, czy chciał nas okraść czy porwać. Nas wywlekali po prostu za fraki z tego samochodu i krzyczeli coś po meksykańsku - opowiada Karol Lewandowski. Mimo że potrafili mówić po angielsku i my do nich po angielsku, ale nie, oni nie chcieli - dodaje Aleksandra Ślusarska. Później opowiadają jeszcze o ciężarówce z kilkunastoma obciętymi głowami i ciałami znalezionymi na plaży. Na koniec jednak uspokajają, że jeśli trzyma się jakiegoś Meksykanina i z daleka od narkotyków, to nic nie powinno się stać. 

Nic tu do komentowania. Przeżyli, co przeżyli. Spotkało ich, co spotkało. Meksyk będzie w ich pamięci kojarzył im się z niebezpieczeństwem. Co zrobić.


Czy naprawdę jest niebezpiecznie?

Jest niebezpiecznie. Statystyki nie kłamią, a opowiadane historie nie biorą się znikąd. Byłabym głupia, gdybym odpowiedziała inaczej. Trzeba się mieć na baczności. Ale muszę dodać jeszcze: spędziłam w Meksyku już w sumie pewnie koło dwóch lat i jeszcze nic złego mnie nie spotkało. A nie siedzę zamknięta w luksusowym hotelu, tylko korzystam z meksykańskiego życia w jego pełnych urokach. Jeżdżę stopem, tanimi autobusami, podróżuję sama, chodzę na imprezy. Pozwólcie więc, że odpowiem Wam na to pytanie na przykładzie własnym i moich znajomych, Raz ukradziono mi pieniądze, które zostawiłam na wierzchu w hostelu. Spotkało mnie to, bo poczułam się za bezpiecznie. Tak zresztą zaczyna się prawie każda historia o kradzieży tutaj. Ta moja kradzież to była kradzież bezbolesna, bywa gorzej.

Tak, mam znajomych, których okradziono z bronią w ręku. Koleżanka szła na romantyczny spacer o zachodzie słońca z chłopakiem, drogę zastąpił im chłopak z maczetą, kazał oddać torebkę, ona oddała. Inna znajoma jechała autobusem, kiedy wpadła zbrojna banda i kazała oddawać kosztowności. Moja Jimenka jechała samochodem przez dzielnicę Roma Norte w Deefe (uchodzi za jedną z bezpieczniejszych), drogę zajechał jej samochód z uzbrojonymi mężczyznami. Nie miała przy sobie pieniędzy, więc jeden z chłopaków wsiadł do jej samochodu i kazał jechać wypłacić pieniądze z bankomatu. Po drodze położył jej rękę na kolanie, powiedziała "nie", ten przeprosił i jechali już dalej spokojnie. Za nimi oczywiście drugi samochód z koleżkami. Jimena wypłaciła pieniądze, na szczęście miała przezornie ustawiony dość niski limit dzienny wypłat, więc stanęło na 3 tysiącach pesos. Mieszka w Deefe od urodzenia, spotkało ją to pierwszy raz w życiu. "Cuando te toca, te toca" (kiedy cię to dotyka, to cię dotyka) - odpowiedziała mi krótko popularnym powiedzeniem. Okradli cię, okej, żyje się dalej.  Więcej osobistych historii o kradzieżach nie słyszałam bezpośrednio od znajomych.

Nie, nie znam nikogo, kto został porwany. Nie, nie znam nikogo, komu porwali dziecko. Nie, nie znam nikogo, komu porwali kogoś z rodziny. Słyszałam oczywiście trochę historii o znajomych znajomych znajomych, tych jest wbród.


Czy naprawdę jest AŻ TAK niebezpiecznie?

Nie jest aż tak niebezpiecznie. Po ulicach nie spacerują ludzie z bronią. Nie słychać strzałów. Nie widać na ulicach przemocy. Nie słychać krzyków. Tylko dwa razy widziałam uciekającego złodzieja, który ukradł komuś portfel albo łańcuszek (obydwa przypadki na Mercado de Lagunilla, zaraz obok Tepito, miejsca uchodzącego za najniebezpieczniejsze w mieście Meksyk). I nie, nie czuję ciągłęgo zagrożenia.


Jak to się więc stało, że ekipa z busa miała tyle nieprzyjemnych przeżyć przez tak krótki czas w Meksyku, a ja przez długo dłuższy nie miałam żadnego?

Mój znajomy powiedział mi krótko: "Dobrzy ludzie spotykają dobrych, a źli złych". Gdzieś tam w to głęboko wierzę, taka ze mnie hipisowska idealistka. Wiem, jak dużo można załatwić uśmiechem, pozytywnym podejściem, obróceniem sytuacji z nieludzkiej w ludzką. Kiedyś planowaliśmy zrobić grę planszową o Pradze Północ na wzór "Magii i Miecz", gdzie oprócz punktów siły mogło się walczyć także na punkty "gadki". "Gadka" raz na Pradze zresztą uratowała mi komórkę. Drogę zastąpił mi raz pan mówiąc: "Daj telefon", uśmiechnęłam się szeroko i mrugnęłam oczkiem "Chcesz mój numer tak od razu? Może najpierw byś się przedstawił" - odpowiedziałam. 

Drugim razem komórkę uratowało mi znamię na szyi, które wygląda jak malinka (takie tam życiowe przekleństwo). Piąta nad ranem, pod sklepem nocnym, grupka chłopaków. Chcą, żebym oddała im telefon. Nagle jeden przygląda mi się bliżej: "E blondyna, ale masz malyny!". To jedno zdanie zupełnie zmieniło postać rzeczy. Zmieniło relację zwierzyna-drapieżnik w kumpelskie pogaduchy. Chłopaki powiedzieli, że właśnie idą zrobić sobie śniadanko. Że będzie twarożek. Ze szczypiorkiem. I czy nie chcę iść z nimi. Jak odparłam, że nie, to powiedzieli, że jakbym miała jakieś kłopoty na dzielni, to żeby się powołać na Siwego, Grubego i Łysego.

Przepraszam, że podaję przykłady z własnego, praskiego podwórka, ale przykładów meksykańskich nie mam. Wiem też, że dobre nastawienie nie wystarczy, że nikt nie ma czapki-niewidki, która by sprawiła, że będziemy odporni na przemoc. Wiem, że kiedyś może spotkać mnie coś złego w Meksyku.  Że jeśli pieprzy się życie, to życie może zapragnąć trochę popieprzyć ciebie. Mówię jednak o tym, że własnie takim podejściem można dużo załatwić. Owszem, nie zawsze to skutkuje, ale poskutkować może. Dlaczego piszę o tym w kontekście ekipy z busa? (Broń Boże to o złych ludziach, to nie było o nich!) Czy ma to jakiś związek z pytaniem postawionym na początku tej części wpisu?  Ma taki, że możliwe, że u nich siadła komunikacja, spowodowana przez to, że nie mówią po hiszpańsku?

A może nie zrozumieli całej sytuacji, przez brak znajomości kontekstu albo przez brak znajomości hiszpańskiego właśnie? Możliwe też, że się po prostu bali. Strach ma wielkie oczy, przez które świat wygląda inaczej.  No i byli na północy, tam jest na pewno mniej bezpiecznie niż na plaży w Tulumie (ale od znajomych, którzy podróżowali po północy, też wcale nie słyszałam zatrważających historii).

A może ekipa z busa miała po prostu pecha? 

Wideo z wywiadu (screen).



Czym różni się przemoc meksykańska od polskiej?

To takie małe przemyślenie, do którego doszłam ostatnio. Oczywiście nie jest prawdziwe w 100% przypadków, bo każdy człowiek jest inny i wszędzie na świecie można spotkać wariata, bydlaka i człowieka, który chce się wyżyć na innych. Generalnie jest jednak tak, że w Meksyku ludzie kradną, bo nie mają pieniędzy, kradną, bo chcą coś ci zabrać. W Polsce przemoc często wiąże się z czystą agresją. Bo ktoś należy nie do takiej subkultury, bo ma szalik innej drużyny, bo mówi w innym języku, ma inny kolor skóry, nie takie buty, bo za mało mięsa w kebabie. Bo chłopaki "nie poruchawszy w tym odcinku", więc jakoś muszą się odreagować. Pod tym względem - w pozornie niebezpiecznym Meksyku, czuję się bezpieczniej niż w Polsce. Bo wiem, czego sie spodziewać. Bo bardziej rozumiem napastnika i jego motywy. Bo za przemocą nie kryje się szaleństwo, agresja i nienawiść.



Dlaczego w takim razie Meksyk kojarzy się Polakom przede wszystkim z niebezpieczeństwem?

Bo taki obraz Meksyku lansują polskie media. Pracuję od lat w mediach i wiem, jak to działa. Dziennikarstwo nie jest sztuką, ale najprostszym przykładem sprzedaży. Gdzie popyt kreuje podaż, a podaż - popyt. Towar ma być piękny, lśniący, szokujący, seksowny. A jeśli taki nie jest, to trzeba go takim uczynić. A jak sprzedać Meksyk? Meksyk sprzedaje się szokiem. Trupami, przemocą, zbrodniami, gangami narkotykowymi. Oczywiście, to wszystko się dzieje, a wiadomości są wiadomościami. Dziennikarze informują nas o tym, co się dzieje na świecie, a to są często najważniejsze wydarzenia z Meksyku, co zrobić. Piszą jednak też o innych rzeczach, ale te często nas nie kręcą, nie szokują, nie pozostają w pamięci. Media to wiedzą i robią z tego użytek. Wiedzą, co wrzucić na HS albo na główną, żeby się "klikało". Tutaj wszystko zatacza koło. 

Weźmy chociaż przykład owego wywiadu z ekipą "Busem przez świat" dla Onetu. Wiadomo, że najważniejszy jest tytuł i lead. Internet często robi takie sztuczki, że tytuł zwodzi czytelnika, mami sensacją, a potem okazuje się, że tekst wcale nie o tym i tak w ogóle to nuda. Moim faworytem "Ma 50 lat, a wciąż zachwycają się nią tłumy", które jest tytułem artykułu o... 50-leciu wymyślenia kostki Rubika. Spójrzmy na tytuł naszego wywiadu: "Aleksandra Ślusarczyk i Karol Lewandowski w "Ustalmy Jedno": w Meksyku bywało, że byliśmy przestraszeni". Przecież tak naprawdę rozmowa o bezpieczeństwie w Meksyku jest jedynie jednym z tematów rozmowy, nawet nie głównym, wątkiem pobocznym. Pomijając denerwującą mnie manierę wrzucania cytatów w tytuły (Wypadek na Puławskiej. "Są ofiary"), czy tytuł nie powinien traktować raczej o całości wywiadu? Jego temacie ogólnym? Nie, tytuł ma zachęcić do kliknięcia.

Zachęcić do posłuchania całego wywiadu ma nas zaś zachęcić lead: "Aleksandra Ślusarczyk i Karol Lewandowski, twórcy projektu "Busem Przez Świat", w rozmowie z Kamilem Tureckim opowiedzieli m.in. o swojej wyprawie do Meksyku. - Były chwile, kiedy byliśmy przestraszeni. Wojskowi wywlekali nas za fraki. Było niebezpiecznie – opowiadał Karol Lewandowski. W Tijuanie natrafili na ciężarówkę pełną ludzkich głów, a ciała były porozrzucane na plaży. Na pomoc ruszył jeden człowiek... Oglądaj najnowszy odcinek "Ustalmy Jedno"!".

Redaktor kłamie w żywe oczy, przecież nie "natrafili" na żadną ciężarówkę "pełną" głów, po prostu o tym słyszeli. Ale ogólnie majstersztyk. Pewnie nieźle "żarło". Sukces redakcji. Reklamodawcy płacą, firma płaci redaktorowi. No i Meksyk też płaci. Swoją opinią. 

Na temat sposobów "sprzedawania" Meksyku w Polsce chyba w ogóle trzepnę cały wpis. Dzisiaj już więcej na ten temat nie. Bo do napisania jest za wiele, a my dzisiaj o bezpieczeństwie.

Tak to wygląda.

Co o bezpieczeństwie w Meksyku mówią statystyki?

"Niebezpieczność" danego kraju zazwyczaj mierzy się ilością zabójstw w ciągu roku na 100 tysięcy mieszkańców. Ten wskaźnik w Meksyku plasuje się na poziomie 21.5, podczas gdy w Polsce jest to 0,8, w USA 3,8, a w Rosji 9,0. Meksyk okazuje się jednak bezpieczniejszy od swoich południowych sąsiadów, gdzie ten wskaźnik to: Gwatemala - 39,9, Belize - 44,7. Dużo niebezpieczniejsze są Salwador  - 41, 2 oraz Honduras - 90,4 (który jest obecnie najniebezpieczniejszym krajem świata, który nie jest w stanie wojny). W całej Ameryce Łacińskiej bardziej niebezpieczne niż Meksyk okazują się być: Brazylia (25,2), Kolumbia (30,8) i Wenezuela (53,7). Źródło: Wiki.

W samym Meksyku najbezpieczniejszymi stanami wedle statystyk są: Hidalgo, Yucatan, Queretaro, Campeche i Tlaxcala, najbardziej niebezpiecznymi zaś Guerrero, Morelos, Sinaloa, Michoacán i Guanajuato, najniebezpieczniejszymi miastami zaś Culiacan, Chilpancingo, Tecoma, La Laguna oraz Acapulco. Według Mexico Peace Index Report 2015 Meksyk w ostatnich kilku latach staje się coraz bardziej bezpieczny, w 26 na 32 meksykańskie stany odnotowano podniesienie się poziomu bezpieczeństwa.

Bardzo fajną mapkę przygotował też "The Economist", który porównuje poziom bezpieczeństwa poszczególnych stanów Meksyku do innych krajów na świecie. Każdemu meksykańskiemu stanowi zostaje przyporządkowane państwo o najbliższym mu poziomie zabójstw. To, że w stanie Oaxaca popełniono podobną liczbę zabójstw co we Włoszech (523-529), nijak nie uspokaja, jako że Włochy mają 60 milionów mieszkańców, a Oaxaca niespełna 4. Jednakże porównanie bezpieczeństwa stanu Yucatan do Finlandii już wypada bardziej pozytywnie (w obydwóch miejscach 2.20 zabójstwa na 100,000 mieszkańców).




Jak uczynić swój pobyt w Meksyku bardziej bezpiecznym? Kilka porad.

1) Kiedy jedziesz autobusem, nie wkładaj plecaka z cennymi rzeczami na półkę nad głową, nie kładź go na siedzeniu obok. Najlepiej miej te rzeczy na kolanach, torebkę, plecak zawieszone na kolanie. Można przywiązać też plecak do nogi. Kilku moich znajomych zostało okradzionych w autobusie, bo nie przywiązali uwagi do bezpieczeństwa bagażu podręcznego. Nie słyszałam zaś o żadnym przypadku, by komuś zginął bagaż z bagażnika autobusowego.

2) Kiedy przyjeżdżasz do nowego miasta, zapytaj lokalsów, co jest bezpieczne, a co nie. Czy bezpiecznie jest jeździć autobusem? Czy bezpiecznie jest jechać taksówką? Gdzie lepiej się nie zapuszczać? Ja często kładę przed moim hostem mapę i mówię: zakreśl mi liniami obszary, w które nie powinnam iść. Jeśli masz zamiar skręcić w ulicę, która nie wygląda bezpiecznie, zapytaj pana w sklepie na rogu, czy to bezpieczne. Często ludzie sami przestrzegają - nie idź tam, to nie jest zbyt bystre.

3) W niebezpiecznych miejscach staraj się być niewidzialny. Nie szokuj ekstrawaganckim strojem, makijażem, krótkimi szortami. Ja kiedy podróżuję sama, to wdziewam coś, co nazywam "uniforme de securidad" - uniformem bezpieczeństwa. Składa się on z luźnych spodni za kolano albo długiej luźnej spódnicy oraz koszulki, która nie odsłania biustu (wiecie, że nie mam za dużo takich bluzek, więc często zasłaniam cycki chustką). Poza tym, obowiązkowo - chustka na głowę, żeby nie świecić bladymi lokami na 2 kilometry. Moim autorskim pomysłem jest też włączenie w skład uniformu bezpieczeństwa koszulki z Matką Boską z Gwadelupy, najświętszej panienki Meksykanów. Jak można podnieść na nią rękę? Sprawdzonym pomysłem jest też fejkowa obrączka na palcu. Pomaga w ukracaniu niechcianych zalotów.

4) Kiedy wracasz sam taksówką, poproś kogoś, żeby cię odprowadził i spisał numer pojazdu, rejestrację. Nie tylko ze względów bezpieczeństwa, ta informacja może się przydać także, jeśli coś w taksówce np. zostawisz. 

5) W niebezpiecznych miejscach nie świeć drogim sprzętem. Znam ludzi, którzy swoje lustrzanki oklejają szarą taśmą klejącą, a paski z jebutnym napisem "Canon" zastępują tanią, hipisowską plecionką. Pokrowiec od aparatu można schować w jakiejś torbie, plecaku. Ja swój aparat noszę w związanej jako torba chustce. Staraj się wyglądać i zachowywać jak ktoś, kogo okradać nie warto. Samo nastawienie: "Jestem tylko biednym muzykiem, studentem". "Może nie wiesz, ale Polska wcale nie jest dużo bogatsza niż Meksyk" już może zrobić swoje. Raz podszedł do mnie (nieźle wyglądający, podpity) człowiek prosząc o pieniądze (chyba dla samej zasady, bo jestem guera i muszę mieć kasę), ale powiedziałam, że sama nie mam za dużo i że to on może on mi da. I dał. 

6) Staraj się uniknąć dania łapówki - kilka trików. Kiedy pierwszy raz jechałam do Meksyku, to mi się wydawało, że na każdym kroku będą chcieli ode mnie łapówkę. Kupiłam więc  w przykościelnym sklepiku pliczek obrazków z Janem Pawłem II, takich z brokatem, na bajerze. Plan był taki, że jak poproszą mnie o włożenie pieniędzy w paszport, to włożę papieża i wzruszę ich katolickie serca miłością do ich ukochanego "papy". W końcu nikt ode mnie łapówki nie chciał (nigdy w Meksyku), a obrazki dałam znajomym okolicznym sklepikarzom i panu z wózka z hamburgerami. Innym sposobem jest wzięcie ze sobą jakiejś innej, mniej znanej waluty, której duże papierkowe nominały są mało warte. Podobno skutkują stare polskie banknoty sprzed reformy.

7) Ustaw limit wypłat na karcie płatniczej. Miej w pogotowiu telefon, z którego możesz zadzwonić zablokować skradzioną kartę. Miej dwa portfele - jeden na większe kwoty, jeden na codzienne wydatki na ulicy. Dwie karty też się przydają, z doświadczenia wiem (bankomaty w Meksyku często dają najpierw kasę, a potem kartę, można o niej zapomnieć, jak już ma się kase w ręku).

8)  W podbramkowej sytuacji nie daj po sobie poznać, że się boisz. To tak jak z tym groźnym z psem, u którego twój strach wywołuje agresję.


Macie jakieś swoje sposoby, rady, triki? Listę będe uzupełniać.

Uniform bezpieczeństwa na okolicznośc karnawału w Veracruz.




Kiczowate, liryczne podsumowanie

Mam od czasu taki moment, że jestem na jakimś koncercie, i myślę: "Bądźcie tu teraz ze mną, zobaczcie ten Meksyk, a nie ten z gazet!". To jakaś impreza na dachu z widokiem na całe miasto. To spontaniczny koncert na ulicy, który przypadkowych przechodniów zamienił w wielkie, radosne party. To koncert w cenocie pośrodku dżungli, gdzie przystaję na chwilę w tańcu i się rozglądam. A wszyscy się uśmiechają. Jest pięknie, jest normalnie, jest radośnie. "Dreju! Jusiu! Dobry!" - krzyczę w myślach do moich przyjaciół po drugiej stronie oceanu - "Przyjeżdżajcie! Nie słuchajcie, co piszą gazety. Tu jest najpiękniej na świecie! To tu mieszka Elvis, Kurt i Janis! Mexico jest naprawdę Magico!".






18 komentarzy:

  1. Dziękuje bardzo za wyczerpujący post! :D

    OdpowiedzUsuń
  2. To rzeczywiście przykre jak media kreują niektóre miejsca na świecie. Osobiście uważam, że wszędzie jest prawie tak samo i to my ludzie jesteśmy panami sytuacji i w dużej mierze jesteśmy odpowiedzialni za to co przyniesie nam każdy nowy dzień. Można się bawić dobrze w każdym miejscu na świecie, żyć nie zawadzając innym, jest tylko jedna żelazna zasada- nie kusić losu, bo w przeciwnym razie, to te wszystkie sytuacje o których trąbią media, że mogą nas spotkać w Meksyku, to równie dobrze przytrafią się nam na byle jakim wygwizdowie.

    OdpowiedzUsuń
  3. Witam! Również byłam sama w Meksyku i nic mi się nie stało, ani przez chwilę nie czułam się niebezpiecznie. Na pewno jeszcze kiedyś wrócę do Meksyku; )

    OdpowiedzUsuń
  4. Rewelacyjne podsumowanie dla każdego kto się wybiera do Mexico - przyznam, że mnie troszkę uspokoiłaś, ale też zwróciłaś uwagę o czym warto pamiętać:) Dzięki!

    OdpowiedzUsuń
  5. Byliśmy w Meksyku w marcu tego roku, również wszyscy nas przestrzegali że nas okradną, porwą albo zabiją, a czuliśmy się dużo bezpieczniej niż w Polsce. O naszym turystyczno-wpinaczkowym wyjeździe można poczytać tutaj: http://tourandclimb.blog.pl/guanajuato-la-bufa/

    OdpowiedzUsuń
  6. Przeczytałam, usmeichnełam się i z radością opuszczę nasz rodzimy "meksyk", aby udać się do tego egzotycznego. Już nie mogę się doczekać wyprawy. Dziękuję za mnóstwo rozsądnych i praktycznych wskazówek.

    OdpowiedzUsuń
  7. Hej! Bardzo dziekuje za ten post. Wlasnie zaczelam zaglebiac wiedze na temat Meksyku i ciesze sie, ze tutaj wlasnie trafilam. Porada na temat koszulki sprawila, ze pragne miec taka i chodzic w niej nawet po Polsce! Mam pytanie - jaka ksiazke o Meksyku polecilabys osobie, ktora chce sie dowiedziec czegos wiecej o tym kraju, zajrzec za stereotypy? Bede wdzieczna za podpowiedzi. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hej Karino, chodzi Ci o książkę wydaną w języku polskim czy może być po angielsku albo po hiszpańsku? Czy chodzi Ci coś w stylu przewodnika, reportażu, historii kraju czy może o literaturę piękną? Coś konkretnie Cię interesuje? Bo jak się domyślasz temat książek o Meksyku jest dość rozległy.

      Usuń
  8. Ja dodalabym jeszcze to by nie łapać taksówek z ulicy(zwłaszcza w Mexico City) tylko zamawiać przez telefon lub korzystać z tych hotelowych, a jak juz przynajmniej wybierać te oznakowane ;) Byłam w Meksyku niespełna rok temu, a teraz znów się wybieram, już nie mogę się doczekać! ;)

    OdpowiedzUsuń
  9. Wylatuję za 2 dni do Mexico City na 2 tygodnie. Jestem fotografikiem. Po przeczytaniu tego artykułu widzę, że będę musiał zostawić mój profesjonalny sprzęt w domu i próbować fotografować komórką. Proszę poradzcie czy naprawdę w dzień nie mogę nosić mojego Canona z
    tele ? Pozdrawiam i czekam na jakiś odzew. Czasu na decyzję mam mało. Janek

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przepraszam, nie zauważyłam Twojego komentarza. Teraz już "po ptokach". Zawsze zależy, co i w jakich okolicznościach chcesz fotografować. W wielu miejscach będziesz całkowicie bezpieczny, nawet świecąc drogim sprzętem. Szczególnie na turystycznych szlakach. Daj znaka, jaką podjąłeś decyzję i gdzie można zobaczyć Twoje zdjęcia ;)

      Usuń
  10. Byłem przez jeden dzień w Meksyku, od strony San Diego. Od rana do wieczora podróż wzdłuż wybrzeża i jedzenia w knajpach, barach, na tarasach. Byłem tam z osobą, która już kilkadziesiąt lat żyje w USA i przyjeżdża do Meksyku nawet często.
    Do czego dążę. Od strony USA Meksyk zrobił na mnie ogromne wrażenie bo sam lepiej odnajduję się w takich klimatach niż w luksusowych dzielnicach z lambo na chodniku przed każdym domem. Ludność bardzo biedna i... porządna, to dobrzy ludzie ale biedni. Charakterystyczny zapach towarzyszył mi cały dzień, żadne miejsce na ziemi nie zadziałało na mnie tak jak Meksyk. Niewiele mogę powiedzieć bo to tylko jeden dzień ale na celu mam aby tam wrócić na dłużej. Chętnie spędziłbym tam kilka lat a może i resztę życia.

    OdpowiedzUsuń
  11. Meksyk to kraj o ciekawej kulturze i słynie z bardzo pikantnych dań, ja lubię ostre.

    OdpowiedzUsuń
  12. Bo to zupełnie normalne w Polsce, że ktoś wsiada do twojego samochodu, każe ci jechać do bankomatu i wypłacać pieniądze. Stąd troszkę tam niebezpieczniej, ale nie aż tak bardzo. :-)

    OdpowiedzUsuń
  13. Hej! A jak wygląda bezpieczeństwo na wioskach? Mam w planach pokręcić się po Jukatanie (rowerem w pojedynkę) korzystając z helpx. Przeczytałam Twój wpis i trochę się jednak zastanawiam czy z moją głową wszystko w porządku...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cześć. Znam sporo osób, które jeździły po Jukatanie rowerami, ale nie znam żadnych jeżdżących w pojedynkę kobiet. Ale jeśli jeździć gdzieś w Meksyku rowerem, to właśnie tam, tak myślę. Jukatan jest generalnie jednym z najbezpieczniejszych miejscem w Meksyku (stan Jukatan na poziomie Finlandii podobno).

      Usuń
  14. Witam. To ponownie ja, fotografik pytający o bezpieczeństwo w Mexico City. Zostawiłem swój sprzęt w Polsce a na tą wyprawę kupiłem profesjonalną "małpkę" nie rzucającą się w oczy lecz z najlepszą optyką .
    Poleciałem, spędziłem 3 tygodnie tylko w tym mieście i.... zawstydziłem się swoim przedwyjazdowymi obawami. Przepraszam mieszkańców tego pięknego i ogromnego miasta za mój brak zaufania i moje podejrzenia. Włóczyłem się od rana do nocy i wszędzie napotykałem ludzi szczerych, otwartych i gotowych pomagać. Polecam z całego serca ! Może napomknę o wizycie u fryzjera w ubogiej dzielnicy na południu tego miasta, który jak się dowiedział, że pochodzę z Polski zaczął opowiadać mi historię naszego kraju poczynając od wojen napoleońskich a kończąc na Wałęsie. Byłem zaskoczony jego wiedzą. Powiedział mi, że jest dumny z tego, że Polak odwiedził jego zakład i absolutnie nie chciał przyjąć zapłaty, wręcz zagroził mi obrazą jeśli zostawię te pieniądze gdzieś w jego pracowni. Polecam, polecam, polecam. !!!!

    OdpowiedzUsuń
  15. Bardzo ciekawa historia, ja mam dobre zdanie o Meksyku, bo akuratnie nic mi się nie przytrafiło. Ale takie rzeczy dzieją się wszędzie.

    OdpowiedzUsuń