wtorek, 8 grudnia 2015

8 rzeczy do zrobienia w Mieście Meksyk

Wychowałam się w świecie, w którym Miasto Meksyk było największym miastem na ziemi. Dzisiaj, wedle oficjalnych źródeł, aglomeracja meksykańskiej stolicy z 22,5 milionami mieszkańców plasuje się dopiero na 10 miejscu wśród największych miast świata. Tak czy siak, żeby miasto to jako tako poznać potrzeba przynajmniej życia, albo i dwóch. A jak to zrobić, gdy ma się zaledwie kilka dni? W związku z wieloma mejlami i podpytaniami znajomych, radzę, co bym zrobiła, gdybym w Deefe musiała zdecydować się tylko na 8 rzeczy:


1) Odwiedziny u Matki Boskiej z Gwadelupy
To najważniejsza osoba w Meksyku. Ktoś kiedyś zapytał mnie, jaka jest różnica między katolicyzmem polskim i meksykańskim. Różnic jest oczywiście sporo, ale jest też tak, że twarzą wiary w Polsce jest instytucja kościoła, a twarzą wiary w Meksyku jest sama Matka Boska z Gwadelupy. Jej wizerunki znajdziecie na milionach ołtarzy, obrazów, a także koszulek, piórniczków, zeszycików, portfeli oraz całego chyba materialnego dobytku Meksykanów. Najważniejszy z nich, Ten Wizerunek zobaczycie w Bazylice de Guadalupe na północy Mexico City (dotrzecie tam metrem, do stacji metra La Villa-Basilica, linia 6, czerwona). To właśnie tam, na wzgórzu Tepeyac, 12 grudnia 1531 Matka Boska ukazała się podobno Indianinowi Juanowi Diego. Miejsce wybrała sobie nieprzypadkowo - wcześniej znajdowała się tu świątynia azteckiej bogini Tonantzin, bogini matki. Na pamiątkę tamtych wydarzeń 12 grudnia ku bazylice ciągnie wielka pielgrzymka. Święta Panienka podobno ogląda 6 milionów wiernych rocznie. Ma też nietypowych gości - do jej obrazu odbywa się m.in. pielgrzymka luchadorów i pielgrzymka klaunów. Oprócz starej i nowej bazyliki, można udać się także na wzgórze, do muzeum, trzech kapliczek oraz na cmentarz. Moją ulubioną atrakcją są jednak, położone po drodze do metra, sklepy z pamiątkami,w których znajdziecie Maryjkę na każdy temat. Więcej o obrazie Matki Boskiej z Gwadelupy pisałam TUTAJ.

czwartek, 28 maja 2015

Jak ja to robię? Czyli cyfrowy nomadyzm po polsku

Jak ty to robisz? Ale z ciebie szczęściara! Musisz mieć bogatych rodziców. Wygrałaś w totka czy sprzedałaś nerkę? - słyszę, gdy opowiadam o tym, gdzie byłam, jestem, będę. A jestem praktycznie przez 365 dni w roku w podróży. I nie, moi rodzice nie dokładają grosza do moich wyjazdów, tak się składa, że jestem juz duża. I tak, jestem szczęściarą. Jestem szczęściarą, bo przyszło mi żyć w XXI wieku. W czasach internetu. Bo to dzięki niemu mogę podróżować.

Więc jak ja to robię? Pracuję online. Jestem cyfrową nomadką. Zarządzam sobie biuro tam, gdzie akurat znajdę internet. Co robię na tym onlinie? Piszę różne rzeczy, dla serwisów internetowych, dla polskich czasopism. Z tego bloga akurat nic nie mam, no poza przyjemnością pisania tego, co i jak chcę, i poza paroma budującymi wiadomościami od Was.

Pracuję zdalnie od 2,5 roku, przez pół roku co roku z Meksyku, a także z innych miejsc: z Gwatemali, Urugwaju, Argentyny, Maroka, Turcji, Hiszpanii, Ukrainy, Rumunii, Serbii, Niemiec, Belgii, Węgier oraz z wielu miejsc w Polsce. Przez większość tego czasu pracowałam w określonych godzinach, przez 5-6 godzin dziennie, od-do, od polskiej 15:00 do polskiej 20:00, czyli od meksykańskiej 8:00 rano do meksykańskiej 13:00. Potem miałam czas na wszystko inne.

Pod barwnym przeglądem zdjęć pt. "Kolejny szary dzień w pracy" znajdziecie odpowiedzi na inne pytania, które Wam się pewnie teraz nasuną.

Tak wyglądało na początku moje "biuro".
Praga Północ, Warszawa.

niedziela, 5 kwietnia 2015

Królik na księżycu. Meksykańskie królicze legendy

Księżyc, jaki jest, każdy widzi. No ale nie każdy widzi go tak samo.  Nie tak samo wygląda on również z różnych miejsc na ziemi. No bo jak to mówi swojska mądrość ludowa - punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. A punkt siedzenia - od miejsca, w którym się wychowaliśmy. I tak - patrząc na księżyc w Europie widzimy twarz człowieka. Meksykanin patrzący na dokładnie ten sam księżyc zobaczy zaś na nim... królika.  


środa, 18 marca 2015

"Jak to w Polsce nie ma hipisów?!". Czyli o hipisach XXI wieku

Warkoczyki, tatuaże henną, rękodzieło... oraz jedyna okazja zobaczenia hipisa w jego naturalnym środowisku życiowym! - krzyczy roześmiany Demmi na festiwalu Cervantino w Guanajuato. Ma 26 lat i pochodzi z Nikaragui. Nazywamy go "Barankiem", przez jego zawadiackie loczki. W drodze spędza całe swoje życie. W Guanajuato jest od miesiąca, od trzech tygodni trwa tu bowiem festiwal teatralny, jeden z najbardziej tłocznych ewentów w całym Meksyku.

czwartek, 12 marca 2015

"Let me mingle with the good people we meet". O spotkaniach i rozstaniach w podróży, czyli festiwal cyrkowy w Mazunte

Ludzkość wymyśliła wycieraczki do samochodów. Wymyśliła aplikacje na komórkę do liczenia kalorii. Wymyśliła pralkę z suszarką i lodówkę z maszyną do lodu. Rurki z kremem, drabinę i loty na Księżyc. A zapomniała o tylu ważnych rzeczach. Gdzie lek na złamane serce? Gdzie "ryba Babel", która pozwoliłaby się nam komunikować z ludźmi dokładnie w taki sposób, jak chcemy? Gdzie manual objaśniający, jak zgrabnie, honorowo i bezboleśnie... ROZSTAWAĆ SIĘ Z LUDŹMI W PODRÓŻY?

Spotkałam wczoraj przypadkiem w San Cristobal Justynę, tę samą, która zainspirowała mnie do napisania postu o bezpieczeństwie w Meksyku. Myślała, że mnie już nie ma w Meksyku, bo na blogu pusto. A ja tu jestem. Tyle że bardziej niż Meksyk zajmowały mnie ostatnio inne sprawy. Zajmowali mnie ludzie. Spędziłam prawie dwa tygodnie na festiwalu cyrkowym w Mazunte. To dla mnie jeden z najpiękniejszych okresów w roku. Przez dwa tygodnie nie założyłam żadnych butów. Jedynym stanikiem była góra od kostiumu. Miałam też wiele innych problemów. Problemów, które nazwałam First Mazunte Problems. 

piątek, 20 lutego 2015

Kinta-Jimultik, Święto Nowego Ognia w San Juan Chamula

Tych pięć dni było poza kalendarzem. Tych pięć dni nie wchodziło w skład roku, w skład 18 miesięcy po 20 dni. Był to czas, kiedy czas umierał i rodził się na nowo. Na nowo rodził się także ogień. Pojedźcie ze mną na Kinta-Jimultik, Święto Nowego Ognia.

Karnawał w San Juan Chamula wypada w 5 ostatnich dni przed Środą Popielcową, mało ma jednak wspólnego z tym, co kojarzy nam się z karnawałem. To dlatego, że Majowie z Chamuli postanowili możliwie jak najdokładniej kultywować dawne, przedchrześcijańskie tradycje związane z nadejściem nowego roku. Zarzekają się, że wszystko odbywa się dokładnie po myśli "Popul Vuh", świętej księgi Majów. Już jednak sama karnawałowa data jasno nasuwa nam na myśl wielkie i lśniące słowo "synkretyzm".

środa, 18 lutego 2015

Maski, bicze i wypchane zwierzęta. Cali na biało, czyli el Carnaval Zoque Coiteco

Naszyjniki z gum do żucia i z mydła. Wypchane iguany, wiewiórki, kozy. Ogromne kapelusze, bicze i świnie z cebulą w ryjku. Mnóstwo talku, sztucznego śniegu i rozbijane na głowie jaja. Nikim jestem i nie lubię Was na blogu zarzucać sobą i własnymi opiniami, ten blog jest przecież o Mexicu Magicu, a nie o mnie. Ale tym razem powiem: Carnaval Zoque Coiteco jest naprawdę w pytkie. I jeśli to przystoi atropologowi: to chyba mój ulubiony meksykański karnawał!

Cała ta wyliczona przeze mnie locura odbywa się w miejscowości Ocozocoautla w stanie Chiapas. Ja też, do tej pory, nie umiem tej nazwy powtórzyć. Pewnie nie ja jedna, bo miejscowość ma jeszcze jedną, prostszą do wymówienia nazwę - Coita. Kiedy bierzecie colectivo z oddalonej o 20 km Tuxtli, to na szybie zobaczycie właśnie "Coitę", a nie karkołomną Ocozocoautlę. Miejscowość ma 80 tysięcy mieszkańców, mniej więcej tyle co pobliskie Chiapa de Corzo, gdzie odbywa się inna, o wiele bardziej znana fiesta. To właśnie na obchodach dnia św. Sebastiana w  Chiapa de Corzo, wpisanych na Listę Światowego Dziedzictwa Unesco, ktoś powiedział mi o karnawale w Coicie. Jest w sumie tak jak tutaj, tylko bardziej - skomentował. I chyba coś w tym jest.

środa, 11 lutego 2015

Feria de San Caralampio w Comitanie

Jak to się stało, że w miasteczku Comitan de Dominguez na południu Meksyku modli się do świętego... prawosławnego? Co mają z nim wspólnego diabły oraz mężczyźni przebrani za kobiety, którzy co roku uczestniczą w pochodzie na jego cześć? Wczoraj byłam na przepięknej fieście. Były maski, przebrania i wywracanie świata na opak, czyli to za czym z taką lubością zjeżdżam pół świata.

piątek, 30 stycznia 2015

Czy w Meksyku jest niebezpiecznie?

"Aj, przecież tam jest niebezpiecznie", "Tak sama Pani jeździ, że też się Pani nie boi",  "Tyle się czyta, to chyba nie jest rozsądne", "Pani Mama to chyba nie śpi po nocach" - takie komentarze na temat mojego życia w Meksyku słyszę niemalże każdego dnia. Od taksówkarzy przez słuchaczy na moich wykładach i dziennikarzy TVP aż do pani Krysi sąsiadki. Pytanie o bezpieczeństwo jest też najczęstszym pytaniem, które zadajecie mi Wy, w kuluarach wiadomości na FB i mejlowych porad. Nie żebym nie lubiła za każdym razem odpowiadać na to same pytanie,  bo o dziwo wyjątkowo w tym gustuję (nauczycielskie i teatralne niespełnione zapędy chyba). Pomyślałam tylko, że napiszę o bezpieczeństwie w Meksyku dla tych, którzy wolą zapytać Googla, a nie mnie osobiście.

poniedziałek, 19 stycznia 2015

"To lepsze niż LSD". Surrealistyczny ogród pośrodku meksykańskiej dżungli

Tu pod wodospadem na golasa kąpał się Salvador Dali. Swój teledysk "We are the people" kręcili tutaj Empire of the Sun. Wielu artystów szukało inspiracji spacerując między 36 surrealistycznymi konstrukcjami. Wśród kwitnących co drugi krok orchidei, wielkich motyli, kolorowych ptaków i bujnej, upajającej roślinności. W czasach świetności ogrodu żyły tu jelenie, oceloty, węże i flamingi.

niedziela, 4 stycznia 2015

Jak to jest z tą wizą meksykańską?

Czy do Meksyku potrzebna jest wiza? Czy za wjazd do Meksyku się płaci? A może płaci się za wyjazd? Jak długo mogę zostać w Meksyku? Dostaję ostatnio ulewy pytań wizowych, więc dzisiaj postaram się odpowiedzieć na wszystkie pytania postem, który zostanie w przeglądarce Googla na zawsze. Chacha.


czwartek, 1 stycznia 2015

Club Las Velas. Hotel, który nigdy nie przyjął żadnego gościa

90 hektarów terenu nad brzegiem jeziora Bacalar miało zamienić się w luksusowy kompleks hotelowy. Budowę przerwano jednak przed samym zakończeniem i od 15 lat hotel popada w ruinę. Do hotelowych korytarzy wdziera się roślinność, a pokoje służą nietoperzom, pszczołom i ptakom.