czwartek, 8 maja 2014

Gotuj z Konsulem, czyli robimy meksykańskie salsy

Jaki sos? - zapytała mnie pani w budce z zapiekankami na Chmielnej - Ostry, łagodny, czosnkowy, koperkowy, meksykański? Wyrwała mnie z zamyślenia. Ale jaki meksykański? - odparłam bezwiednie. Zaznawszy bogactwa meksykańskich sosów po drugiej stronie oceanu, trudno zgodzić się na zaistniały stan rzeczy. Meksykański sos może oznaczać przecież milion cudownych smaków, a nie jedną, nieczułą i banalną plastikową butlę w budzie z zapiekankami na Chmielnej!

Po powrocie z Meksyku nic nie jest takie samo. A szczególnie jedzenie. Gdy w polskiej knajpie dostaję kolację na jednym talerzu, instynktownie szukam czegoś wokół po stole. Niby danie wygląda super, ale czegoś jakby brakuje. Każdy meksykański stół jest zastawiony bowiem mnóstwem dodatków do jedzenia. Znajdziemy tu z pewnością tortille, w które da się zawinąć przecież wszystko. Nie zdziwią rzodkiewki, ogórki czy wszędobylska kolendra. Obowiązkowo zaś musi się tu znaleźć cały zestaw sals (salsa to hiszpańskie słowo na sos). Gdziekolwiek byśmy nie poszli, salsowa zastawka wyniesie co najmniej 3 sosy. No minimalnie dwa. Jeśli gdzieś w Meksyku znajdziecie mniej, to wiszę Wam porządny kieliszek mezcalu.

To jedna z tych rzeczy, które najbardziej lubię w meksykańskiej kuchni. Bierzesz tortillę, trochę tego, trochę tamtego, tu taka salsa, tu inna. Czujesz się co najmniej jak artysta malarz, który z każdym kęsem tworzy unikalną kompozycję! 

W Meksyku sals jest co najmniej 555 tysięcy. Oprócz stałego zestawu, który przewija się na większości stołów (o nim za chwilę), każda rodzina dumnie celebruje własne salsowe tradycje. Ostatnio moje sosowe CV powiększyło się o kolejnych kilka pozycji. Wszystko dzięki Ernestowi, Konsulowi Ambasady Meksyku w Polsce, który zaprosił mnie i Michała z Dos Tacos do siebie do domu na wspólne przygotowywanie sals. Dzisiejszy odcinek mojego bloga nosi więc tytuł "Gotuj z Konsulem" i zostaje kręcony na warszawskim Mokotowie, w przestronnej kuchni Ernesta, w mieszkaniu z widokiem na penthouse Dody. Jeśli nie możesz być w Meksyku, zrób sobie Meksyk u siebie.