czwartek, 27 lutego 2014

Witajcie w naszej bajce

Co robiłam w ostatnim tygodniu? Podróżowałam z baronem narkotykowym. Pośrodku Meksyku złapałam na stopa znajomego. Jadłam polskie ogórki kiszone w miejscowości, której nazwy nie znałam. Recytowałam "Urodziny" Szymborskiej na czubku świata, w najbardziej wysuniętym na południe cyplu oaxacańskiego wybrzeża Meksyku. Byłam na festiwalu cyrkowym, którego nie było. Ubrałam się w skorupę żółwia. Prześpiewałam całe Stare Dobre Małżeństwo na plaży nad Pacyfikiem. No i poznałam Miszę. A z tego wszystkiego to chyba była największa przygoda.

Ta notka mogłaby nosić różne tytuły. "Witajcie w naszej bajce", "Festiwal cyrkowy, którego nie było", "Spotkanie na szczycie" albo "Jak pieprzyć życie - poradnik praktyczny". W każdym razie to będzie notka tak zwana lajfstajlowa, a nie antropologiczna. Czyli opowieść o przygodzie. Przygód mam tu wbród i nie wiem, dlaczego ich nie opisuję. A to przecież w nich czai się cała kwintesencja Mexica Magica.

wtorek, 18 lutego 2014

8 smaków Puebli, o których nie przeczytasz w przewodniku

Każde miasto ma swoje ukryte perełki - brzmi stara podróżnicza prawda, która bardzo często w moich podróżach daje o sobie znać. Puebla nigdy nie wydawała mi się być specjalnie seksi. Wylansowani pipopes rozbijający się po centrach handlowych z blackberry w dłoni. Niemiecka kwadratowość przywieziona tu przez koncerny samochodowe. A wszystko w smogu i pyle wybuchających co chwilę wulkanów. Taki podświadomy obraz Puebli majaczył mi od zawsze gdzieś w głowie. 4 czy 5 razy przelatywałam przez Pueblę przelotem w drodze do Xalapy, spędzałam kilka godzin na dworcu pracując i regularnie dostawałam tu kłopotów żołądkowych. Tym razem jednak w tej samej trasie stwierdziłam, że to grzech nie dać Puebli szansy. Puebla wzruszona tym gestem odwdzięczyła się tym, co ma najlepsze. Czyli - według mnie - JEDZENIEM.

czwartek, 13 lutego 2014

Tenosique. Najdziwniejszy karnawał świata

Jedziecie z nami na najdziwniejszy karnawał świata? - zapytał Faun, gdy kolejnym przypadkiem nas spotkał, tym razem w Palenque. Na jakiej podstawie wnosisz, że jest NAJdziwniejszy? - zapytałam nieufnie. Zgoogluj sobie i sama zobacz - odparł Faun. Jako że googlowanie to moje hobby i konik, podążyłam niezwłocznie za jego radą. No i jako żywo, Wikipedia głosi już w pierwszym zdaniu, że fiesta w Tenosique "została skatalogowana jako najdziwniejszy karnawał świata". Takiemu opisowi w Wikipedii oprzeć się nie można. Ze zgrają lokalnych hipisów ruszyliśmy więc w ubiegłą niedzielę w całe to szaleństwo.

Złe lokalne bóstwo. Mężczyźni w spódniczkach z kasztanowca i butach z liści banana. Panie kapeluszach z palmy.  Dzieciaki wysmarowane gliną w skórach prawdziwych jaguarów. No i my - jedyne osoby spoza miasteczka. A wszyscy w mące. Bóstwo w mące, kasztanowce w mące, palmy w mące, hipisy w mące. Podobno jednego dnia wysypuje się tutaj co najmniej mąki całe dwie tony. Normalnie dochodzą do tego jeszcze jajka i woda, a czasem także... kupa. My tej części lokalnej tradycji nie uświadczyliśmy. Ale też było wesoło.

 

wtorek, 11 lutego 2014

Najtrudniejsze pytanie

- Ile ważysz?
- Nie wiem.
- No tak mniej więcej - żołnierz nie dawał za wygraną.
- 75-80 kilogramów - odpowiedział Miguel. Żołnierz bez dalszych pytań oddał mu jego skserowany dowód osobisty, co do którego wcześniej miał zastrzeżenia.

Dwaj mali chłopcy za nami nie mieli tyle szczęścia. Straż celna zatrzymała nasz busik w drodze z Tenosique do Palenque. Tenosique leży zaraz przy granicy z Gwatemalą. To właśnie tędy przedostaje się do Meksyku wielu emigrantów z krajów Ameryki Środkowej.