poniedziałek, 29 grudnia 2014

El pez leon. Rybi intruz, który może zniszczyć karaibską rafę koralową

Jedna może zniszczyć w 5 zaledwie tygodni 80-90% podwodnego życia na swoim terenie. Żywi się praktycznie wszystkim i składa 30 tysięcy jaj co 4 dni. Nie ma naturalnych wrogów. Do tego jest jadowita. Pochodzi z Azji i naturalnie nigdy tutaj nie występowała. Prawdopodobnie do morza trafiła z rozbitych akwariów na Florydzie w czasie huraganu Andrew w 1992 roku. W ciągu ostatnich lat stała się niepodzielnym władcą wód Zatoki Meksykańskiej oraz Morza Karaibskiego.

sobota, 20 grudnia 2014

Ptasie tańce dla Maryi. Święto Niepokalanego Poczęcia NMP w Ciudad Vieja

Organizują się sami. Sąsiedzi, bracia, siostry, kuzyni, znajomi. Każda grupa wystawia przedstawienie na ulicy. Przyjść może każdy. My przebraliśmy się głównie za ptaki - opowiadają nam - Nazwaliśmy to "Na farmie u dziadka". Na sąsiedniej ulicy mają taniec diabłów, a dalej jeleni. Praktycznie każda ulica w Ciudad Vieja wystawia jakieś przedstawienie. Wszystko wokół i z okazji Święta Niepokalanego Poczęcia NMP.

środa, 17 grudnia 2014

Chichicastenango. Wielki bazar, płonące byki i pijani Hiszpanie

Chichicastenango, miasto w Gwatemali, zwane jest w skrócie "chichi", co oznacza w latynoamerykańskim hiszpańskim nic innego niż... cycuszek. Jednakże chyba tylko nam to miejsce kojarzy się z kobiecymi krągłościami, w Gwatemali skojarzenia z Chichicastenango są zupełnie inne. To tu na przykład odnaleziono Popol Vuh - świętą księgę ludu Kicze. Głównym skojarzeniem z miasteczkiem jest jednak Chichi Market, wielki targ, który odbywa się tutaj w każdy czwartek i w każda niedzielę. Od rana do godziny 15:00-16:00.

niedziela, 7 grudnia 2014

Andrzejki po gwatemalsku. Fiesta patronal w San Andres Xecul

Św. Andrzej to patron zakochanych i podróżników. To także patron wioski San Andres Xecul w Gwatemali. To tam znajduje się słynny kościół z okładki przewodnika Lonely Planet. Nasza wędrówka szlakiem festiwali i fiest ludowych zaprowadziła nas tym razem poza Meksyk. No bo jeśli są Andrzejki, to przecież najlepiej spędzić je w San Andres! 

Fiesta patronal to procesja, dwie sceny, cztery królowe oraz feria kolorów. A także całe tyrady podśmiechujek w naszym kierunku. Nie pamiętam, kiedy ostatnio mój kolor włosów wzbudzał takie emocje. Nie odkryłam jeszcze do końca, czym jest gwatemalskie poczucie humoru, ale z pewnością jest ogromne i jednym z lepszych dowcipów jest tutaj... Ola z Polski.

wtorek, 2 grudnia 2014

Mercado de artesaña w San Cristobal de las Casas. Najlepsze miejsce na pamiątki z Meksyku

Będziesz mieszkać w San Cristobal? Nie bierz ze sobą żadnych ciuchów. Jak na ciebie patrzę, to od stóp do głów odnajdziesz się na tamtejszym targu z artesañą - powiedział mi mój znajomy Elvis przed moim pierwszym wyjazdem do Meksyku. Z tym od stóp do głów, to trochę przesadził - ale rzeczywiście mercado jest zarówno ucztą dla oczu, jak i dla portfela. To ewidentnie najlepsze miejsce na kupienie pamiątek z Meksyku. Ze względu na wybór, ale przede wszystkim ze względu na ceny.

niedziela, 9 listopada 2014

8 rzeczy, które zachwycą Cię w Xalapie i okolicach

Mówi się, że Xalapa, stolica stanu Veracruz, to najlepiej strzeżony przed turystami sekret Meksyku. Przez swoje jędrne życie kulturalne zwana jest "Atenami Veracruz", przez swoją eksplodującą przyrodę "miastem kwiatów". Ja wracam tu średnio raz na dwa-trzy miesiące i za każdym razem zachwycam się tym miastem na nowo. Ach, gdybym zamieszkała na stałe w Meksyku, no to chyba tutaj? - myślę sobie. Na moim blogu jednak jest to miasto stanowczo zbyt mało doceniane. Czas więc to zmienić!

Dlatego mam dla Was dzisiaj... 8 rzeczy, które zachwycą Cię w Xalapie i okolicach:

 1) Son jarocho - ten gatunek muzyczny rodem ze stanu Veracruz podbija cały Meksyk i przeżywa drugą młodość! Xalapa jest bez wątpienia jego niepisaną stolicą, na ulicy co chwilę można zobaczyć kogoś przemykającego z jaraną (gitarą son jarocho), a każdy wieczór kończy się tu fandango (imprezą son jarocho). Według mnie to jeden z najpiękniejszych gatunków muzycznych, dlatego że nie ma tu podziału na zespół i publiczność, każdy się włącza - poprzez grę, taniec (zapateado) lub śpiew! Więcej o san jarocho zaczęłam pisać TUTAJ, kiedyś dokończę.

środa, 5 listopada 2014

Dias de los Muertos w San Antonio Tecomitl

Picie tequili na cmentarzu, grób w kształcie pojazdu Flinstonów, palenie ognisk na ulicach przed drzwiami domów i 24-godzinny taniec, w którym łączy się ze zmarłymi... - piękniejszych świąt nie mogłam sobie wymarzyć! Kiedy Jonathan zaprosił nas na Dias de los Muertos do swojej rodzinnej wioski, po prostu nie mogłam odmówić. Kultywujemy tutaj tradycje, które sięgają do czasów przedhiszpańskich - kusił mnie. Ale mnie na równi ze słowem "tradycja" skusiło tym razem słowo "rodzina". Bo Dias de los Muertos to święta przede wszystkim rodzinne.

wtorek, 28 października 2014

El Cervantino. Gdzie śmieją się śmiechy w ciemności

Jest czwarta rano, a my nie mamy gdzie spać. Właśnie wyszliśmy z magicznej imprezy w tajemniczym ogrodzie pod murami miasta. Żeby się stamtąd wydostać na pijane, szalone ulice trzeba przejść przez podziemny parking. Jesus zamawia w sklepie nocnym chińską zupkę, zapowiada się zimna noc. Tego dnia wyszłyśmy rano w festiwal, z plecakami na plecach i z tą piękną wielką niewiadomą, gdzie będziemy spać dzisiejszej nocy.

poniedziałek, 27 października 2014

Mercado San Juan de Dios w Guadalajarze

Jutro idziemy na Mercado San Juan de Dios, największy bazar w Meksyku! - zarządził Alejandro, u którego się zatrzymałyśmy. Alejandro jest fotografem i uzgodnił z władzami targowiska, że wraz ze znajomymi będzie mu robił zdjęcia, a potem na dziedzińcu bazaru urządzą wystawę. Bo bazar ma swój dziedziniec, a także trzy piętra oraz dwa poziomy parkingów. Tego, czy rzeczywiście jest największy w Meksyku, to trudno ustalić. No bo jak się ustala wielkość bazaru?

piątek, 24 października 2014

8 smakołyków do skosztowania w Guadalajarze

Guadalajara to stolica stanu Jalisco oraz wszelkich stereotypów na temat meksykańskiej kultury. To stąd pochodzą mariachis, tequila i charreria (kowbojska sztuka wywijania lassem). Jalisco jest także ojczyzną salsy Valentina, przez swoją ostrość zwanej także Violentiną. Można tu także skosztować kilku lokalnych smakołyków, które tradycyjnie już ułożyłam w zgrabną ósemkę:

1) Tortas ahogadas - najbardziej rozpoznawalne danie kuchni z Guadalajary i dobry przykład na to, jak sprawić, by zwykła kanapka mogła stać się daniem obiadowym. No dobra, nie taka zwykła, bo torta ahogada przygotowywana jest ze specjalnej, typowej dla tego regionu bułki - birote, która ma to do siebie, że jest raczej słona, a nie słodka (bo w Meksyku raczej niesłodkiego pieczywa się nie uświadczy). W środku znajdziemy posiekaną wieprzowinę, a wszystko jest polane pomidorowym sosem, przez co tortę ahogadę je się nożem i widelcem. Reszta dodatków jest już kwestią umowną.

poniedziałek, 20 października 2014

El Chopo. Punkowy bazar w centrum Deefe

Irokezy na cukier, ćwieki i stare wynyle. Jeśli jest sobotnie popołudnie, to idziemy na el Chopo. Tego dnia ściągają tu tłumnie punki, goci i inne typy alternatywnej proweniecji z całego Deefe. Na miejscu na dwóch scenach po dwóch stronach bazaru posłuchamy muzyki na żywo, w namiotowym zapleczu zrobimy sobie tatuaż albo kolczyk w nosie, zobaczymy zaangażowaną społecznie wystawę i weźmiemy udział w konferencji o tatuażach. Kupimy także stare punkowe płyty, koszulki, ziny gotyckie gorsety i zmasakrowane lalki Barbie.

Bazar el Chopo odbywa się w każdą sobotę w godzinach 11:30 - 17:00, najlepiej pojawić się jednak ok. 12:00, bo wtedy na lokalnej scenie odbywają się koncerty. Bazar ustawia się przy metrze Buenavista, na ulicy Aldama. Swoją nazwę zawdzięcza Muzeum Uniwersyteckiemu el Chopo, przy którym targowisko mieściło się kiedyś. Bazar zapoczątkowali w latach 60. meksykańscy hipisi, którzy wymieniali się na nim memoriabiliami na temat ukochanych artystów, a także ubraniami, magazynami, płytami i książkami. Od 1987 bazar mieści się w obecnej lokalizacji, a swój profil zmienił na bardziej punkowo-gotycki.


niedziela, 19 października 2014

Los Exoticos. Luchadorzy w damskich ciuszkach

Piątek, Arena Mexico. Luchador Maximo ma wyraźną przewagę nad przeciwnikiem. Już trzeci raz zgrabnym rzutem położył go na łopatki. Wydaje się, że za chwilę zada decydujący cios, gdy nagle Maximo chwyta obiema rękami twarz przeciwnika i... daje mu soczystego całusa. Ten soczysty całus to jeden z nagroźniejszych ciosów w całym lucha libre. Maximo jest zaś przedstawicielem grupy luchadorów zwanych "exoticos", którzy ubierają się po kobiecemu lub gejowemu i zachowują się jawnie homoseksualnie. Tradycja exoticos jest stara jak lucha libre, jest ważnym jej elementem i sięga aż do lat 40. XX wieku.

poniedziałek, 1 września 2014

8 trunków do spróbowania w Meksyku

Czy w barkach Meksykanów stoi jedynie tequila? Czy to dobrze, jeśli w twoim mezcalu pływa robal? Na co pomaga piwo z krewetkami i małżami w środku? Wracam na bloga po wakacyjnych szaleństwach, ale wciąż w luźniuteńkim, wczasowym, mocno procentowanym tonie.

Wyrysowałam Wam dziś bowiem:

8 TRUNKÓW DO SPRÓBOWANIA W MEKSYKU

TEQUILA
Główny region:
Jalisco (tam leży też miejscowość Tequila)
Woltaż:
38%-40%
Człowiek jest taką zdolną istotą, że ze wszystkiego może wyczarować alkohol. Ba! Potrafi upędzić alkohol z tego, czego akurat ma pod ręką najwięcej. A czego pod dostatkiem jest w Meksyku? Kaktusów właśnie. Pierwsze trzy pozycje mojej listy będą zatem zrobione z niczego innego jak z agawy. Tequila - jedno z pierwszych światowych skojarzeń związanych z Meksykiem - powstaje z niebieskiej odmiany tego kaktusa. O dziwo jednak, tequila nie wylewa się wcale z meksykańskich sklepowych półek. Po pierwsze dlatego, że Meksyk alkoholowo ma do zaoferowania znacznie więcej, dlatego tworzę tę listę. Po drugie zaś z takiej prostej przyczyny, że prawo do używania nazwy "tequila" ma wąskie grono producentów. Taka trademarkowa tequila do najtańszych nie należy, ale na półkach znajdziemy również tequile, które nie mają prawa nazywać się tequilą, ale tak po prawdzie niewiele im do takiej tequili tequili brakuje. Takie alkohole zwą się w monopolowych "destilado de agave". Moja ulubiona marka z dolniejszej półki to Compadre, kosztuje ok. 52 pesos. Na wyższej półce warto uwagę zwrócić oczywiście na Jose Cuervo (tak nazywał się pierwszy producent tequili), a także na Casa Noble, 1800 czy Herradurę. Acha, jeszcze jedna rzecz: picie tequili z solą i limonką, takie w filmowym stylu, widuję głównie wśród odwiedzających Meksyk turystów. Body shotów nie widziałam zaś w Meksyku jeszcze nigdy.

czwartek, 8 maja 2014

Gotuj z Konsulem, czyli robimy meksykańskie salsy

Jaki sos? - zapytała mnie pani w budce z zapiekankami na Chmielnej - Ostry, łagodny, czosnkowy, koperkowy, meksykański? Wyrwała mnie z zamyślenia. Ale jaki meksykański? - odparłam bezwiednie. Zaznawszy bogactwa meksykańskich sosów po drugiej stronie oceanu, trudno zgodzić się na zaistniały stan rzeczy. Meksykański sos może oznaczać przecież milion cudownych smaków, a nie jedną, nieczułą i banalną plastikową butlę w budzie z zapiekankami na Chmielnej!

Po powrocie z Meksyku nic nie jest takie samo. A szczególnie jedzenie. Gdy w polskiej knajpie dostaję kolację na jednym talerzu, instynktownie szukam czegoś wokół po stole. Niby danie wygląda super, ale czegoś jakby brakuje. Każdy meksykański stół jest zastawiony bowiem mnóstwem dodatków do jedzenia. Znajdziemy tu z pewnością tortille, w które da się zawinąć przecież wszystko. Nie zdziwią rzodkiewki, ogórki czy wszędobylska kolendra. Obowiązkowo zaś musi się tu znaleźć cały zestaw sals (salsa to hiszpańskie słowo na sos). Gdziekolwiek byśmy nie poszli, salsowa zastawka wyniesie co najmniej 3 sosy. No minimalnie dwa. Jeśli gdzieś w Meksyku znajdziecie mniej, to wiszę Wam porządny kieliszek mezcalu.

To jedna z tych rzeczy, które najbardziej lubię w meksykańskiej kuchni. Bierzesz tortillę, trochę tego, trochę tamtego, tu taka salsa, tu inna. Czujesz się co najmniej jak artysta malarz, który z każdym kęsem tworzy unikalną kompozycję! 

W Meksyku sals jest co najmniej 555 tysięcy. Oprócz stałego zestawu, który przewija się na większości stołów (o nim za chwilę), każda rodzina dumnie celebruje własne salsowe tradycje. Ostatnio moje sosowe CV powiększyło się o kolejnych kilka pozycji. Wszystko dzięki Ernestowi, Konsulowi Ambasady Meksyku w Polsce, który zaprosił mnie i Michała z Dos Tacos do siebie do domu na wspólne przygotowywanie sals. Dzisiejszy odcinek mojego bloga nosi więc tytuł "Gotuj z Konsulem" i zostaje kręcony na warszawskim Mokotowie, w przestronnej kuchni Ernesta, w mieszkaniu z widokiem na penthouse Dody. Jeśli nie możesz być w Meksyku, zrób sobie Meksyk u siebie. 

czwartek, 27 marca 2014

Taki mały taki duży może świętym być

Czy wiecie, że w Meksyku istnieje święty przekraczania granicy z USA? Jak meksykański Janosik stał się patronem przemytników narkotyków? Dlaczego na północy kraju modli się do pedofila, gwałciciela i mordercy? Dzisiaj porozmawiamy o tzw. świętych ludowych, nieuznawanych przez Watykan, ale cieszących się ogromnym poważeniem i popularnością wśród Meksykanów.

Co ty tak właściwie robisz w tym Meksyku? - zapytał mój praski sąsiad, gdy po powrocie spotkał mnie w bramie. No to się wpakował biedaczek, bo mogę mówić o tym godzinami. Otóż, drogi sąsiedzie, moim meksykańskim hobby jest chodzenie po bazarach i sklepach z dewocjonaliami. Tam na figurkach i świętych obrazkach wypatruję nowych twarzy. Obok najbardziej oczywistych lic Maryjki z Gwadelupy, Świętej Śmierci i San Simona od Kasy pojawiają się co i rusz i co miasteczko nowe twarze.`Przepraszam, kim jest Eligio Perez? Kim jest Mariano Cervantes? - pytam sprzedawczynię o wizerunki na świętych obrazkach. W tym przypadku sprzedawczyni wie więcej niż Googel. W Internecie informacji na ich temat nie znajdziecie. Eligio i Mariano są bowiem świętymi bardzo lokalnymi, czczonymi na przestrzeni kilkudziesięciu kilometrów kwadratowych. Kiedyś prawdopodobnie tutaj żyli, a wokół ich śmierci i życia zaczęła narastać legenda. Na tyle duża i cudowna, że ludzie poczuli do nich bliskość i respekt. Zaczęli się do nich modlić, a nowi święci zaczęli ich wysłuchiwać. Fama i fejm zaczęła iść przez wieś, może nawet zawędrowała dalej.

Tak zawsze wyglądają urodziny świętego ludowego, po angielsku folk saint, po hiszpańsku santo local. Każda okolica ma ich swój własny panteon. Święci lokalni dzielą ołtarze ze świętymi oficjalnie uznanymi przez Watykan. Zresztą ci drudzy, święci z certyfikatem od papieża, zaczynali tak samo jak ich sąsiedzi - święci aspirujący do bycia legalnymi. Ich fama i fejm po prostu biegła przez kolejne wioski, biegła tak daleko, że dotarła aż do Watykanu. Watykan tej famy i fejmu nie mógł puścić mimo uszu i rozpoczynał się proces beatyfikacyjny. Współczesny Meksyk miałby kilka niezłych kandydatur na oficjalnych świętych. Fama i fejm trzech meksykańskich świętych jest tu tak duża, że Watykan zignorować jej nie może. Nie może świętych przyjąć jednak do swojego panteonu. Są to bowiem dość podejrzane typy. Święta Śmierć, święty przemytników narkotyków i święty przekraczania granicy z USA. Meksykanie jednak nic nie robią sobie z tego braku watykańskiej aprobaty i modlą się do nowych świętych tym gorliwiej. O dwóch ostatnich z nich - Jesusie Malverde i Juanie Soldado - pragnę Wam dzisiaj opowiedzieć.

wtorek, 18 marca 2014

Despedida na miarę naszych możliwości

Despedida to po meksykańsku impreza pożegnalna. W Meksyku to także absolutna oczywistość. Już sobie nie wyobrażam swojego życia bez ciągłych despedid. Coś trzeba opuścić, by ruszyć dalej, ale jak już opuszczać to opuszczać z klasą i z przytupem! Meksyk zgotował mi najpiękniejsze z pożegnań - koncert na środku cenotu, życie na ranczo w dżungli, łapanie stopa w 5 osób i jednego psa, uliczną fiestę i obtańczenie połowy miasteczka, klub z meksykańskim striptizem, kilka kolejnych pierwszych razów, no i pewną przypadłość na moim palcu serdecznym. No ale po kolei.

czwartek, 27 lutego 2014

Witajcie w naszej bajce

Co robiłam w ostatnim tygodniu? Podróżowałam z baronem narkotykowym. Pośrodku Meksyku złapałam na stopa znajomego. Jadłam polskie ogórki kiszone w miejscowości, której nazwy nie znałam. Recytowałam "Urodziny" Szymborskiej na czubku świata, w najbardziej wysuniętym na południe cyplu oaxacańskiego wybrzeża Meksyku. Byłam na festiwalu cyrkowym, którego nie było. Ubrałam się w skorupę żółwia. Prześpiewałam całe Stare Dobre Małżeństwo na plaży nad Pacyfikiem. No i poznałam Miszę. A z tego wszystkiego to chyba była największa przygoda.

Ta notka mogłaby nosić różne tytuły. "Witajcie w naszej bajce", "Festiwal cyrkowy, którego nie było", "Spotkanie na szczycie" albo "Jak pieprzyć życie - poradnik praktyczny". W każdym razie to będzie notka tak zwana lajfstajlowa, a nie antropologiczna. Czyli opowieść o przygodzie. Przygód mam tu wbród i nie wiem, dlaczego ich nie opisuję. A to przecież w nich czai się cała kwintesencja Mexica Magica.

wtorek, 18 lutego 2014

8 smaków Puebli, o których nie przeczytasz w przewodniku

Każde miasto ma swoje ukryte perełki - brzmi stara podróżnicza prawda, która bardzo często w moich podróżach daje o sobie znać. Puebla nigdy nie wydawała mi się być specjalnie seksi. Wylansowani pipopes rozbijający się po centrach handlowych z blackberry w dłoni. Niemiecka kwadratowość przywieziona tu przez koncerny samochodowe. A wszystko w smogu i pyle wybuchających co chwilę wulkanów. Taki podświadomy obraz Puebli majaczył mi od zawsze gdzieś w głowie. 4 czy 5 razy przelatywałam przez Pueblę przelotem w drodze do Xalapy, spędzałam kilka godzin na dworcu pracując i regularnie dostawałam tu kłopotów żołądkowych. Tym razem jednak w tej samej trasie stwierdziłam, że to grzech nie dać Puebli szansy. Puebla wzruszona tym gestem odwdzięczyła się tym, co ma najlepsze. Czyli - według mnie - JEDZENIEM.

czwartek, 13 lutego 2014

Tenosique. Najdziwniejszy karnawał świata

Jedziecie z nami na najdziwniejszy karnawał świata? - zapytał Faun, gdy kolejnym przypadkiem nas spotkał, tym razem w Palenque. Na jakiej podstawie wnosisz, że jest NAJdziwniejszy? - zapytałam nieufnie. Zgoogluj sobie i sama zobacz - odparł Faun. Jako że googlowanie to moje hobby i konik, podążyłam niezwłocznie za jego radą. No i jako żywo, Wikipedia głosi już w pierwszym zdaniu, że fiesta w Tenosique "została skatalogowana jako najdziwniejszy karnawał świata". Takiemu opisowi w Wikipedii oprzeć się nie można. Ze zgrają lokalnych hipisów ruszyliśmy więc w ubiegłą niedzielę w całe to szaleństwo.

Złe lokalne bóstwo. Mężczyźni w spódniczkach z kasztanowca i butach z liści banana. Panie kapeluszach z palmy.  Dzieciaki wysmarowane gliną w skórach prawdziwych jaguarów. No i my - jedyne osoby spoza miasteczka. A wszyscy w mące. Bóstwo w mące, kasztanowce w mące, palmy w mące, hipisy w mące. Podobno jednego dnia wysypuje się tutaj co najmniej mąki całe dwie tony. Normalnie dochodzą do tego jeszcze jajka i woda, a czasem także... kupa. My tej części lokalnej tradycji nie uświadczyliśmy. Ale też było wesoło.

 

wtorek, 11 lutego 2014

Najtrudniejsze pytanie

- Ile ważysz?
- Nie wiem.
- No tak mniej więcej - żołnierz nie dawał za wygraną.
- 75-80 kilogramów - odpowiedział Miguel. Żołnierz bez dalszych pytań oddał mu jego skserowany dowód osobisty, co do którego wcześniej miał zastrzeżenia.

Dwaj mali chłopcy za nami nie mieli tyle szczęścia. Straż celna zatrzymała nasz busik w drodze z Tenosique do Palenque. Tenosique leży zaraz przy granicy z Gwatemalą. To właśnie tędy przedostaje się do Meksyku wielu emigrantów z krajów Ameryki Środkowej.

wtorek, 21 stycznia 2014

Zinacantan i św. Sebastian

Na świecie Blue Monday, a w Meksyku tyle okazji do fiesty, że aż żal, że nie można być wszędzie jednocześnie. Ja wybrałam się do miasteczka Zinacantan, by zobaczyć najdziwniejszy dzień św. Sebastiana w moim życiu. Byli mężczyźni przebrani za mech, murzynów, jaguary i za kobiety oraz było także... rzucanie się wypchanymi wiewiórkami. 

czwartek, 16 stycznia 2014

Dla kogo są parachicos? (Fiesta w Chiapa de Corzo cz.2)

W Chiapa de Corzo wciąż fiesta, biesiada i ogólna la vida es un carnaval. Po tygodniu panowania chuntaes na ulicznych przebierankach, miasto biorą w posiadanie parachicos. Panowie zrzucają damskie ciuszki, które nosili od 8 do 14 stycznia, i na kolejny tydzień ubierają drewniane maski, poncza i ciężkie kosmate czapy. Sama ich nazwa mówi, że robią to dla dzieci ("para" - dla, "chico" - dziecko), ale czy aby jest tak na pewno? Wpadłyśmy w Kasią w sam środek fiesty, by wśród wirującego konfetti i oparów michelady poszukać odpowiedzi na pytanie: "Para quien son los parachicos?" (Dla kogo są parachicos).

poniedziałek, 13 stycznia 2014

Chuntás. O mieście, w którym przez tydzień wszyscy są kobietami

Takie rzeczy w Meksyku nikogo nie dziwią. Od kilkuset lat mężczyźni i chłopcy z miasteczka Chiapa de Corzo przez tydzień przebierają się za kobiety. Szalony korowód przechodzi przez miasto, od kościoła do kościoła. W kościołach zaś nie ma na tę okazję ław - jest za to miejsce na dzikie tańce!

Cały festiwal trwa w Chiapa de Corzo ponad dwa tygodnie. Od 8 do 23 stycznia ulice tego niewielkiego miasteczka w stanie Chiapas ogarnia fiesta, jakiej świat nie widział. Koncerty meksykańskich gwiazd, piwo sprzedawane na litry, trzy diabelskie młyny, baloniki na druciku, ale przede wszystkim także uroczystości religijne i miejscowe tradycyjne obchody, bo to dzięki nim festiwal w Chiapa de Corzo został
w 2010 roku wpisany na Listę Światowego Dziedzictwa Unesco. 

Ledwo co tu się kończy imprezowy Maraton Lupe-Reyes, a już wpada się w kolejną szaloną fiestę. Festiwal w Chiapa de Corzo opiera się na ramie poszczególnych świąt przypadających na ten okres: dnia św. Antoniego, dnia Jezusa z Esquipulas oraz dnia św. Sebastiana - patrona Chiapa de Corzo. Opiera się także na miejscowej legendzie o bogatej pani i jej chorym synku. To właśnie ta legenda jest, jeśli nie kanwą miejscowych zwyczajów z okazji festiwalu, to przynajmniej ich oficjalnym wytłumaczeniem. Jak więc legenda wyjaśnia te przebieranki mężczyzn w kobiece fatałaszki? Dlaczego mężczyźni odziani w tradycyjne kobiece stroje ludowe, wyszminkowani i wypacykowani dumnie defilują przez całe miasto?  

sobota, 11 stycznia 2014

8 filmów o Meksyku, które warto zobaczyć

Wiem, wiem - zima i źle, i pada, i najlepiej zaszyć się pod ciepłą kołdrą z ciepłą herbatą, ciepłym chłopem/ciepłą babą i nadrabiać zaległości filmowe z całego roku. Dlatego serwuję Wam dzisiaj listę 8 filmów o Meksyku, które warto zobaczyć. Nie wiem, jak Wy, ale ja uczyłam się świata na filmach właśnie. W końcu wychowałam się jako córka właściciela wypożyczalni kaset video. Zatem: jeśli nie możesz pojechać do Meksyku - zrób sobie Meksyk u siebie, pod własną ciepłą zimową kołdrą.

Ja też zarządziłam tu zimę.
Ludzki organizm potrzebuje zimy. A już na pewno mój. To moja pierwsza zima, której nie ma. Pierwsza zima, którą w całości spędzam poza Polską. I dochodzę do wniosku, że zima jest naturalnie wprogramowana w moje procesy życiowe. Raz na jakiś czas człowiek potrzebuje zamknąć się w domu, wyciszyć, pomyśleć, podsumować cały rok. Obejrzeć wszystkie zaległe filmy, nadrobić zaległości czytelnicze i zrealizować wszystkie szalone pomysły z całego roku. Albo przynajmniej kilka z nich. To czas, żeby zająć się sobą, najbliższymi, tym, co przez cały rok odkładaliśmy na później.

poniedziałek, 6 stycznia 2014

Maraton Lupe-Reyes - impreza, która trwa miesiąc

Meksykanie umieją się bawić. Słowa "fiesta" nie wymawia się tu nadaremno. Dziś cały Meksyk leczy kaca po najdłuższej z nich, która trwała... prawie miesiąc.  Maraton Lupe-Reyes, zaczyna się w Dniu Matki Boskiej z Gwadelupy (12 grudnia), a kończy się w Święto Trzech Króli (6 stycznia). Pomiędzy impreza zahacza o parę innych świąt, szczelnie wypełniając miesiąc okazjami do przechylenia tego czy owego...