piątek, 8 listopada 2013

Tak będziesz wyglądać!

Kościotrup z laptopem. Słitaśna foteczka kościstej seksi laski. Kelner-kościotrup, szewc-kościotrup, a nawet striptizerka-kościotrup. Podczas Dias de los Muertos Meksyk zostaje obdarty ze swej doczesnej cielesności. Święto Zmarłych to nie tylko okazja, by w zadumie wspominać bliskich, którzy odeszli. To także okazja, żeby pokazać, że za 100 lat z tego dzisiejszego Meksyku zostaną tylko i wyłącznie kości. Podobnie jak i z nas.


"Jak mnie teraz widzisz, tak sam będziesz kiedyś wyglądał" - mówi popularne tu wśród kościotrupów hasło. Dias de los Muertos odziera nas z bardzo nietrwałej doczesnej cielesności, by pokazać, jak śmieszne i błahe jest nasze istnienie. Wszyscy po śmierci będziemy wyglądać tak samo - czy z prezydenta, czy z dilera narkotyków czy z pierwszej laski na osiedlu - zostanie kiedyś tylko worek kości. Co z tym zrobić? Ano bawić się tym, bo cóż innego nam pozostało?! Hulaj dusza, piekła nie ma, co jedynie same kości!

Koścista striptizerka przygotowana przez słodziasznych transwestytów z lokalnego bazarku w Xalapie.

Ano, takie średniowieczne dance macabre, tyle że po meksykańsku - powiecie. No i macie rację. Zarówno "taniec śmierci", jak i kościotrupy na Dias de los Muertos to wyśmianie pierwotnego lęku przed śmiercią, pokazanie nietrwałości naszego istnienia oraz równość wszystkich warstw społecznych wobec śmierci. Tyle że meksykańskie tradycje nie sięgają aż do europejskiego średniowiecza. Niektórzy wprawdzie upierają się, że popularności kościotrupów w Meksyku można dopatrywać się w wierzeniach i sztuce Indian prekortezjańskich. Nikt jednak nie ma wątpliwości, że życie w stare kości tchnął na nowo - Jose Guadalupe Posada, którego nazywam często "ojcem chrzestnym meksykańskich kościotrupów".

Rysownik ów żył i tworzył na przełomie XIX i XX wieku. Czas ten w Meksyku nazywa się okresem porfiriatu od nazwiska Porfiria Diaza, który rządził wtedy w kraju. Posada na swoich satyrycznych rysunkach wyśmiewa dyktaturę oraz ówczesne społeczeństwo za pomocą odartych z rysów twarzy czaszek. Karykaturzysta nie oszczędza nikogo - polityków, bogaczy, rewolucjonistów, pijaków czy też ubierających się na europejską modłę Meksykanek. To właśnie on jest ojcem Catriny, pierwszej damy Meksyku i niewątpliwej królowej Dias de los Muertos. Pudrująca na biało swoją twarz dandyska w eleganckiej sukni oraz wystawnym kapeluszu stała się symbolem Święta Zmarłych w Meksyku (więcej pisałam o niej TUTAJ).

A tutaj kilka Catrin w wykonaniu dzieci z xalapeńskich podstawówek:





Na święta pojechaliśmy do małej miejscowości Naolinco. Mieszkańcy tego miasteczka nie mają wątpliwości, co z obecnego Naolinco zostanie w przyszłości. Z przewrotnym dystansem przed dokładnie każdym sklepem i zakładem mieszkańcy ustawiają kościotrupy przedstawiające... ich samych. Przed apteką jest kościotrup aptekarki, przed piekarnią piekarza, przed restauracją kelnera. Niektóre z nich są naprawdę przepyszne:



Przed kawiarenką internetową.

Z tego pana już są zapewne same kości. Za życia też już zresztą były.

Nie łudźcie się dziewczynki, Wasze piękne księżniczki to też tylko kości.

A jak Ty wyglądasz, kiedy wcinasz taco?

Słit focia na fejsbuczka.

Państwa kurczę!



Podczas takiego święta warto też pokazać politykom i innym ważnym osobistościom, gdzie ich miejsce w szeregu. Dlatego pisze się dla nich okolicznościowe zabawne wierszyki, które nazywają się calaverami. Wierszyki mają jedno proste przesłanie dla adresata: "Umrzesz!". Tutaj taka calavera dla obecnego prezydenta Meksyku:



Umrze piekarz, umrze striptizerka, umrze Pena Nieto, ale czy o czymś nie zapomnieliśmy? Tak, tak, my też umrzemy. Ja i ty. Ty i ja. Lalala. Dlatego wśród przebrań okolicznościowych królują takie właśnie mejkupy jak nasz na Halloween:



Dobrze, przebranie na Halloween - powiecie -więc czy amerykańskie święto i meksykańskie kościotrupy to ta sama bajka? A nie, nie ta sama, o czym więcej pisałam TUTAJ. Podejście w Meksyku do Halloween jest podobne do naszego podejścia w Polsce. Od zabaw z tej okazji i przebrań aż po "Nie chcemy tego amerykańskiego szitu na naszej ziemi, mamy swoje piękne rodzime tradycje!". I to ta druga postawa raczej przeważa w Meksyku, jak i chyba u nas zresztą.


Plakat okolicznościowy "Dia de los Muertos - broń swoich własnych tradycji", na którym dziarska Catrinka wykopuje wiedźmę, gdzie jej miejsce, krzycząc "Pakuj się na swoje rancho!". Plakat wisiał na stacji autobusowej, tuż przy kasach.

1 listopada przed koncertem Aarona (jako support;)) wystawiana była prześwietna sztuka o Dia de los Muertos. Catrina-potężna drag queen w swoim szoł wyśmiewała śmierć. Dla Halloween nie była jednak tak pobłażliwa. Wzięła z publiczności pięć osób, ubrała je w Halloweenowe maski i jedne po drugim zabijała z broni palnej jako personalizacje niechcianego święta. Trafiło też na Marca, któremu przypadł zaszczyt umierania za miliony jako Batman. Marco ma to do siebie, że się go podrywa, więc jego czarowi a la italiano vero nie oparła się również sama Catrina, która rubasznie i niedwuznacznie się do niego przystawiała. Marco wykręcał się ze wspólnych igraszek tym, że nie może, bo gra za chwilę koncert (użył słowa "tocar", co po hiszpańsku znaczy "grać muzykę", ale także "dotykać"). Catrinka zareagowała ciętą ripostą: "Och, tak, tocame, toca" (Dotykaj mnie, dotykaj!).


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz