wtorek, 28 lutego 2012

La vida es un carnaval. Na karnawale w Veracruz

W Polsce karnawał nie znaczy już wiele. Moi piękni chłopcy z bloga „Make Life Harder” piszą, że „karnawał to taki szczególny moment, który odnotowują z reguły tylko uczennice szkół katolickich oraz studenci KUL-u, gdyż normalni ludzie chodzą najebani cały rok”. Ostatki są kolejną okazją do nabzdryngolenia się z przesłaniem, nabzdryngolenia się na temat, o wiele fajniej nabzdryngolić się z okazji ostatków niż z okazji na przykład piątku. Nie ma już rozgraniczenia między czasem postu i czasem karnawału, między sacrum i profanum, nie ma cykliczności czasu, czas jest teraz świecki jak gałka lodów. Mnie przyszło żyć 26, skądinąd dość zabawowych, lat, żeby w końcu dowiedzieć się, czym jest karnawał. A jak dowiedzieć się, czym jest karnawał, to tylko w Veracruz.

czwartek, 23 lutego 2012

Maksymilian i Carlota. Tragiczna opowieść o cesarzu i cesarzowej Meksyku

I oto jest. Sezon drugi mojego bloga. Wróciłam do Meksyku. I jeszcze nie może w to uwierzyć. Obudziłam się w środku mojej pierwszej meksykańskiej nocy i nie wiedziałam, gdzie jestem. Ślady światła na ścianach raz wyglądały mi na Kozienice, raz na Warszawę, raz na samolot, raz na Hydrozagadkę. Jeszcze trzy dni wcześniej budziłam się we własnym targowickim łóżku, upojona warszawskością. Dzień później był już Amsterdam, potem Madryt. Podróże nie powinny odbywać się tak szybko. Samoloty są symbolem naszych czasów, możesz być naraz wszędzie i nigdzie, w pościgu i wybuchach filmów akcji, a na napisach końcowych nie możesz nawet odpocząć i pomyśleć, bo już ci je przedzielają na pół błyskającymi reklamami. Widzę siebie na statku, z powiewającym włosiem, odpoczywającą po bezsennych praskich nocach. Przez tydzień czy dwa, ile tam się płynie do Meksyku, patrzącą w nową dal, pełną nowych twarzy, siatek ulic i nowych nieprzespanych nocy. Tak chciałabym podróżować, z pełnym pietyzmem, rozwagą i wykwintnością. Ale niestety nie wyrwę się już od tego mojego podróżniczego łapu-capu. Stanowczo lepiej wychodzi mi życie w pędzie niż w rozmyśle, w wydaniu Tykwera niż  Kim Ki Duka, w praktyce niż w teorii. Jestem dzieckiem swoich czasów. Całam z postmodernizmu.