środa, 9 sierpnia 2017

Ayapaneco i skłóceni sąsiedzi. Nieprawdziwa historia umierającego języka

Ta historia była tak wzruszająca, że trudno było w nią nie uwierzyć. Kilka lat temu poszła w viral, obiegła cały świat. Dwaj staruszkowie ze stanu Tabasco są dwoma ostatnimi użytkownikami języka ayapaneco. Mimo że są sąsiadami, Manuel i Isidro nie rozmawiają ze sobą. Od lat są pokłóceni. Ayapaneco nie jest już używany, a wraz ze śmiercią Manuela i Isidra zniknie z powierzchni ziemi na zawsze.

Ja też uwierzyłam w tę historię. Opisałam ją nawet na blogu pięć i pół roku temu. Powtarzałam ją potem jako dobrą anegdotę. Niedawno postanowiłam sprawdzić, co u Manuela i Isidra, czy jeszcze żyją. Znalazłam jednak zupełnie coś innego niż to, czego szukałam. Okazało się, że ta historia nijak ma się do rzeczywistości. Dowiedziałam się również, że nieprawdziwą historię skłóconych staruszków z Meksyku zręcznie wykorzystano na potrzeby przepięknej jakby nie patrzeć reklamy telefonii Vodafone. To ona sprawiła, że ayapaneco stało się sławne.

czwartek, 3 sierpnia 2017

Z drogi: cztery rozmowy z kobietami


- To skąd jesteś? 
- "Ta Polonia", z Polski.
- To w Stanach Zjednoczonych?
- W Europie.
- A ile tam samochodem?
- Nie da się samochodem, po drodze jest ocean.
- A jakby go ominąć?
- Nie da się ominąć. Nie da rady.
- To jak tam dojechać?
- Samolotem, "mut tak'in" - "ptakiem z żelaza" - przypominam sobie słowo "samolot" w tsotsil.
- O, a ile to czasu takim samolotem?
- 11, 12 godzin.
- No to bliziutko do tej twojej Kolonii.

Ma na imię Maria. W tsotsil Xmaruch albo Xmal.
- Wiesz, ja bym bardzo chciała nauczyć się o świecie - zamyśla się - Ale mama zabroniła mi iść do szkoły. Nie skończyłam ani jednej klasy. Nawet czytać nie umiem. No i liczyć. Jak można nie umieć liczyć w moim zawodzie? Chciałabym się nauczyć liczb. Tyle że jestem już "muy grande", mam 41 lat. Już chyba dla mnie za późno.

poniedziałek, 31 lipca 2017

Co zobaczyć w Chiapas? 10 mniej oczywistych miejsc

Stan Chiapas jest nieco większy niż Irlandia i zamieszkuje go podobna ilość osób co Norwegię. Jest też jednym z najbogatszych stanów, jeśli chodzi o surowce naturalne, a jednym z najbiedniejszych, jeśli mowa o warunki życia. Jest też jednym ze stanów o największym procencie ludności indiańskiej. Rozróżnia się tutaj 56 różnych rodzin językowych, a jedna trzecia mieszkańców stanu nie mówi po hiszpańsku. 

Praktycznie każda wioska ubiera się inaczej, mówi troszkę inaczej, ma różne zwyczaje i tradycje. To chyba to właśnie zaważyło o tym, że to właśnie tu zdecydowałam zostać się na dłużej. No i pewnie także różnorodność krajobrazowa i klimatyczna: mam tutaj zarówno puszczę tropikalną, jak i góry, a do tego zapierające dech w piersiach wodospady, bajecznie niebieskie jeziora, malownicze wulkany i rzadko odwiedzane plaże. No i piękne kolonialne miasteczka, majańskie ruiny, wioski zapatystowskie, pulsujące życie kulturalne... Od sześciu lat nie przestaję odkrywać tu czegoś nowego. Od sześciu latach nie przestaję się w tym miejscu zakochiwać na nowo.

Dzisiaj zdradzam Wam 10 moich ukochanych, a rzadziej odwiedzanych i opisywanych miejsc w Chiapas:

1) Roberto Barrios
"To lepsze niż roller coaster!" - krzyknęłam zjeżdżając na tyłku z kolejnego wodospadu w Roberto Barrios. "I o ile tańsze!" - dodał David. Wejście kosztuje jedynie 20 pesos, a wodospadów jest przynajmniej kilkanaście. Trudno je policzyć, bo po prostu spływa się rzeką, od jednego do drugiego. Jednymi schodzi się ostrożnie trzymając się za linę, z innych się skacze, innymi zjeżdża jak na zjeżdżalni - na tyłku albo na butelce od trzylitrowej coca-coli. Etatowa butelka leży tuż obok na brzegu. Roberto Barrios od mojej pierwszej tam wizyty wciąż zajmuje pierwsze miejsce na mojej prywatnej liście ulubionych wodospadów. Znajduje się tu także autonomia zapatystowska. Ta sama, w której niespodziewanie z koncertem pojawił się w Sylwestra Manu Chao. Najlepiej wybrać się tu na półdniową wycieczkę z Palenque, skąd do Roberto Barrios jest godzinka. Można dojechać tu colectivo z Palenque. Więcej zdjęć TUTAJ.

wtorek, 6 czerwca 2017

Zapaturystyka. Co kryje się pod koszulką z Marcosem?

- To wysoki sezon dla "zapaturystyki", przemysłu międzynarodowych turystów, który wyrósł tutaj wokół indiańskiego powstania. A TierrAdentro jest jej epicentrum - pisała Naomi Klein, autorka książki "No Logo", siedząc w 2007 roku w popularnej, wspierającej Indian kawiarni w San Cristóbal de las Casas - Wykonane przez zapatystów tkaniny, plakaty i biżuteria sprzedają się błyskawicznie. Na patio restauracji, gdzie o dziesiątej rano nastroje są imprezowe, studenci piją piwo Sol. Młody mężczyzna podnosi fotografię subkomendanta Marcosa, jak zwykle w masce i z fajką, i całuje ją.

"Zapaturismo" ma już swoje hasło w Wikipedii. Jest częścią tzw. turystyki politycznej. Międzynarodowi turyści przybywają do Chiapas przyciągnięci sławą Zapatystowskiej Armii Wyzwolenia Narodowego (EZLN) i wywołanego przez nią powstania z 1994 roku. Odwiedzają zapatystowskie autonomie i próbują jak najwięcej się o nich dowiedzieć. Inni jedynie uwzględniają okołozapatystowskie aktywności w gotowym już programie wycieczki do San Cristóbal. Kupują laleczki w kształcie zapatystów na tutejszym bazarze, wysyłają pocztówki z reprodukcjami zapatystowskich obrazów, pozują do zdjęć w kominiarkach i czerwonych chustach na twarzy. Niektórzy mówią o zapaturystyce ironicznie, inni wyśmiewają jako "lewicową modę". Sami zapatyści zdają sobie sprawę, że oprócz sławy i pieniędzy zapaturystyka przynosi im coś znacznie ważniejszego - bezpieczeństwo.

wtorek, 4 kwietnia 2017

Portrety Indian Wixáritari ze społeczności La Laguna (ZDJĘCIA)

Zdjęcia zrobiłam podczas corocznej pielgrzymki na świętą ziemię Wirikuta. Wixáritari, zwani także Huiczolami, wierzą, że to właśnie tam narodziło się słońce. Kiedyś całą drogę przebywali pieszo,pielgrzymka zajmowała wtedy miesiąc. Od lat 70. mieszańcy La Laguna jeżdżą samochodami, wyprawa skraca się wtedy do nieco ponad tygodnia.


Carmela. Na świętej górze Cerro Quemado.

Maracame Don Jose, jeden z przewodników duchowych społeczności.

poniedziałek, 27 lutego 2017

Chrystus w byka zaklęty. Karnawał w Tenejapie

Słowo guera oznacza tu osobę o jasnej karnacji. Nie ma to wydźwięku negatywnego, ale mimo to bolało mnie, gdy Meksykanie mnie tak nazywali. Myślałam - jak to, sami chcą tolerancji, a zwracają uwagę na mój kolor skóry. Potem się po prostu przyzwyczaiłam. I zrozumiałam. Zawsze będę tu guerą. Zawsze będę się różnić. Ale przecież taki jest świat. Różnimy się między sobą. Mamy inne kolory skóry, inny kolor włosów, różne płcie, różne sposoby ubierania i style życia. Nie ma co udawać, że tak nie jest. Te różnice są właśnie najpiękniejsze. Dzięki nim ludzkość jest takim cudem.

Stając się guerą stałam się też trochę innym człowiekiem. Mój kolor włosów sprawia, że jestem widoczna. Będę pierwszym obiektem żartów karnawałowych dowcipnisiów. Wyrwą mnie do tańca, zaczną mnie podgryzać wypchanymi zwierzętami, wleją we mnie hektolitry alkoholu. Bycie guerą to również trochę bycie klaunem. Bardzo polubiłam tę moją nową tożsamość. Bycie guerą nauczyło mnie dystansu do siebie. Bycie guerą sprawiło, że polubiłam sama siebie jeszcze bardziej. Że polubiłam każdą najmniejszą cechę, która czyni mnie mną.

Fot. Marco Girón

sobota, 21 stycznia 2017

Symbole Meksyku, które wcale stąd nie pochodzą albo nie są tu popularne

Są rzeczy, które na świecie uchodzą za symbole Meksyku. Jednakże tak naprawdę wcale stąd nie pochodzą lub nie są tu popularne. Większość najpopularniejszych za granicą "meksykańskich" dań tak naprawdę została wypromowana w Stanach Zjednoczonych. Takie potrawy prawidłowo nazywa się kuchnią Tex-Mex, kuchnią teksasko-meksykańską, która swoją nazwę wzięła od linii kolejowej Texas Mexican Railway. Inne, "tradycyjne meksykańskie dania" mają korzenie europejskie lub nawet azjatyckie. Ale wpis dotyczyć będzie nie tylko jedzenia.


Margarita
Nikt tak naprawdę nie jest w stanie orzec, jak narodził się ten koktajl alkoholowy na bazie tequili, likieru typu triple sec i soku z limonki. Legend jest wiele. Jedna z nich mówi, że stworzył ją Carlos "Danny" Herrera w swojej restauracji Rancho La Gloria między Tijuaną i Rosarito w Meksyku dla swojej klientki i byłej tancerki,Marjorie King, która była uczulona na wiele alkoholi, ale nie na tequilę. Inni mówią, że drink narodził się w Balinese Room w Galveston w Texasie jako hołd dla piosenkarki Peggy (Margaret) Lee. Inna historia jako twórcę drinka podaje barmana Dona Carlosa Orozco, który któregoś dnia eksperymentował z koktajlami, a jeden z nich dał do spróbowania Margaricie Henkel, córce niemieckiego ambasadora w Meksyku. To od jej imienia margarita miała stać się margaritą. Jeszcze inni autorstwo przypisują Margaricie Sames z Dallas, która podawała koktajl gościom w swoim letnim domu w Acapulco, skąd margarita wywędrowała do sieci hoteli Hilton. Nie wiadomo, której z Margarit koktajl zawdzięcza swoją nazwę. Jedno jest pewne - dzisiaj margaritę chętniej pija się w USA niż w Meksyku, a w Meksyku chętniej wybierają ją turyści niż sami Meksykanie.

wtorek, 1 listopada 2016

Ołtarzyk dla zmarłych - co na nim znajdziemy?

Przeciętny Meksykanin na ołtarzyku dla zmarłych umieszcza 30 różnych produktów i wydaje na to co roku 900 pesos (ok. 200 zł) - mówią tegoroczne badania.  Ofrendy stawiane są nie tylko w prywatnych domach, ale i w zakładach pracy, szkołach, sklepach czy restauracjach. Znajdziemy je na dworcu autobusowym oraz w Walmarcie między działem rybnym a warzywnym. W wielu miejscach w okresie świątecznym organizowane są konkursy na najładniejsze ofrendy, piękne ołtarzyki znajdziemy między innymi na terenie Narodowego Uniwersytetu Autonomicznego w Mieście Meksyk.

Jakie przedmioty znajdziemy na meksykańskim ołtarzyku dla zmarłych? Co one oznaczają?


środa, 26 października 2016

Subiektywna mapa San Cristóbal de las Casas. Osobisty przewodnik po mieście


Wpis zmalowałam dla tych, którzy przypadkiem w swoich życiowych planach mają San Cristóbal. Choćby przejazdem. San Cristóbal jest moim ukochanym miejscem na świecie. Zjadłam tu niejedno taco, wypiłam niejeden mezcal, stańczyłam niejedną parę butów. Przelewam więc mojego San Crisa na blog. Oto Subiektywna Mapa San Cristóbal. Bierzcie, pijcie i jedzcie.

czwartek, 20 października 2016

Avándaro'71. Meksykański Woodstock

Nazywa się go meksykańskim Woodstockiem. To wydarzenie-legenda. Na Festivalu Rock y Ruedas de Avándaro, zwanym w skrócie festiwalem Avándaro, spodziewano się maksimum 25 tysięcy osób. Przybyło na niego ponad 300 tysięcy. Wiele osób nie dotarło przez ogromne korki.

Festiwal, który miał być jedynie wieczorkiem integracyjnym dla wyścigów samochodowych, rozrósł się do takich rozmiarów, że w końcu żadne zawody sportowe się nie odbyły. Kim była legendarna "Encuerada de Avándaro", dziewczyna, która tańczyła nago na dachu samochodu, a potem układano o niej piosenki? Który artysta pogardził niskim wynagrodzeniem i nie przyjechał, a potem żałował do końca życia? Kto dzięki Avándaro zbudował swoją karierę? Jak meksykańskie gazety wyzwały festiwal od "sabatu czarownic" i jakie obostrzenia wprowadził potem meksykański rząd? Przeczytajcie o hipisowskim festiwalu, który odbył się nad brzegiem jeziora Avándaro w stanie Meksyk w dniach 11-12 września 1971 roku. Festiwalu, który stał się legendą.

Fot. Graciela Iturbide

piątek, 30 września 2016

Cukrowe czaszki i chleb zmarłego. Komu Meksyk zawdzięcza słodką stronę Święta Zmarłych?

Jonathan wertuje wzrokiem koszyki pełne pieczywa. Przyszliśmy do piekarni jego kuzyna kupić pan de muerto, „chleb zmarłego”, słodkie drożdżowe pieczywo, które jest symbolem Día de los Muertos. Przybiera różne formy, najczęściej jednak ma kształt okrągłej bułeczki ozdobionej na szczycie dwoma wałeczkami ciasta mającymi przypominać przecinające się kości.

Pan de muerto można dostać w meksykańskich piekarniach już na miesiąc-dwa przed 1 listopada, a jego pojawienie się budzi podobne emocje do pierwszych bożonarodzeniowych lampek na polskich ulicach, pierwszych świątecznych reklam Coca-Coli w telewizji i pierwszych udostępnień piosenki „Last Christmas” na Facebooku. „Widziałeś? Sprzedają już pan de muerto! Ach, jak pięknie, już czuję klimat świąt!” – wzdychają Meksykanie w słodkim oczekiwaniu na swoje ulubione święta w roku.

czwartek, 18 sierpnia 2016

Półwysep Jukatan - 8 moich ulubionych miejsc

Lista jest bardzo subiektywna oraz emocjonalna i przedstawia miejsca, które ja osobiście darzę sympatią. Dodam jeszcze, że podczas moich kilku podróży przez półwysep Jukatan oraz kilku tygodni, przez które mieszkałam w Tulum, zwiedziłam tylko cząstkę tego, co jest do zobaczenia na tym arcyciekawym obszarze i co chciałabym zobaczyć.

1) Isla Holbox, stan: Quintana Roo - To moje ulubione na Jukatanie miejsce plażowo-wypoczynkowe. Dodam dla ścisłości, że nie jest to miejsce do imprezowania, tylko do wypoczywania, tutejsze życie nocne jest raczej mało seksowne. To spokojna, niezajechana jeszcze przez turystów wyspa. Mówi się tutaj, że wyspa Holbox jest tym, czym kilka lat temu było Tulum, kilkanaście - Playa del Carmen, kilkadziesiąt - Cancun. Wakacyjnymi kurortami rządzi bowiem specyficzna, turystyczna odmiana gentryfikacji i Isla Holbox za kilka lat będzie prawdopodobnie nowym Tulum, za kilkanaście Playą del Carmen, a za kilkadziesiąt - Cancun. Póki co jednak wciąż jest, jaka jest. Wciąż nie ma tu praktycznie samochodów, a głównym transportem są tu wózki golfowe. Wciąż nie ma tu hord turystów, większością wyspy rządzą wciąż zwierzęta.

czwartek, 11 sierpnia 2016

Za sprawą agenta 007 Meksyk będzie mieć nową tradycję

40 milionów turystów decyduje się na wybór kierunku podróży przez wzgląd na obejrzany film. Pamiętając o tym, w mieście Meksyk organizowana będzie parada z okazji Święta Zmarłych. Uroczystość pojawiła się w filmie „Spectre” i nie miała nic wspólnego z tradycją.

- Musieliśmy stworzyć karnawał z okazji Dnia Zmarłych, bo po Jamesie Bondzie turyści zaczną tu przyjeżdżać, szukać karnawału z filmu i nic nie znajdować - powiedział meksykański sekretarz turystyki, Enrique de la Madrid Cordero. Ogłosił, że uroczystości z nowego Bonda staną się częścią obchodów Dia de los Muertos wmieście Meksyk.

Kadr z filmu "Spectre".

środa, 27 lipca 2016

Taka z ciebie antropolog, czyli walki kogutów w Oaxace

"Tutaj podróżuje kogut, który czuje ducha walki. Niech żyją nasze meksykańskie tradycje!" - głosi napis na pudełku, którym na walki kogutów przyjechał jeden z ptasich czempionów.
- Jest warty 4 tysiące pesos" - mówi z dumą jego właściciel, który po ważeniu ptaka przymocowuje mu do nogi wykrzywione ostrze. To ono sprawi, że już niedługo na ringu pojawią się kałuże krwi.

Brutalne walki kogutów są w wielu miejscach w Meksyku częścią lokalnej tradycji, powodem do dumy oraz stałym elementem fiest i uroczystości.

piątek, 1 lipca 2016

“O co walczymy?”. Rozmowy z nauczycielami protestującymi w meksykańskim stanie Oaxaca.

- Nie mamy broni. Mamy jedynie siłę i odwagę, by głośno mówić o tym, że rząd nie może decydować o nas bez nas - mówi mi nauczycielka na jednej z blokad dróg w stanie Oaxaca. Dzień później 50 kilometrów dalej, na podobnej blokadzie w miejscowości Asunción Nochixtlán w północnej Oaxace ginie przynajmniej 6 osób, a około stu zostaje rannych. W Juchitanie - kolejne dwie ofiary, w tym reporter lokalnej gazety. Meksykańskie i światowe media przedstawiają różne wersje tego, co zaszło. Różnie również opisują to, o co walczą nauczyciele.

Podczas mojej podróży przez meksykański stan Oaxaca rozmawiałam ze strajkującymi nauczycielami na blokadach. Pytałam, co w nowej reformie edukacji nie podoba im się do tego stopnia, że wychodzą na ulice, blokują drogi i pozostawiają dzieci bez szkoły. Spotkałam także nauczycieli, którzy nie przyłączyli się do strajku.